meli melu Tag

Dziś mam dla Was post zdjęciowy z inspiracjami na jesienne stylizacje dla dziewczynek. Złota, polska jesień od kilku dni rozpieszcza nas słońcem. Taka iście wakacyjna pogoda, prawda ? A 20 °C  na termometrach nie pozwala na siedzenie w domu. Po codziennych obowiązkach, powrotach z pracy, szkoły, przedszkola zdecydowanie wychodzimy na długie spacery. Bo znając nasz kapryśny klimat, słońce nie zostanie z nami na długo... Ale póki co cieszmy się pięknem jesiennych październikowych dni.

Zobaczcie, co dla Was przygotowałam

Letnia odsłona kolekcji Poudre Organic skradła moje serce ! Nie spotkałam dotychczas tak subtelnych, miękkich w dotyku, muślinowych tkanin, z których szyte są kolekcje dziecięcych ubrań. Jeśli cenicie styl, wygodę i najwyższą jakość materiałów koniecznie zajrzyjcie do Meli Melu, gdzie znajdziecie ich produkty. Poudre Organic to 100% bawełna organiczna pochodząca z rolnictwa ekologicznego. Będąc mamą zaczęłam zwracać szczególną uwagę na pochodzenie i jakość tkanin. Sieciówki kuszą nas ceną, modnym wzorek i krojem i od tego nie uciekniemy. Sama kupuję dla Mai część jej garderoby np. Zarze, Kiabi czy KappAhl’u . Jednak większość rzeczy w jej szafie to polscy projektanci i zagraniczne marki, których misją jest projektowanie i szycie w zgodzie z naturą. Porównując siecówkę z małą polską, portugalską czy hiszpańską manufakturą cena jest wyznacznikiem jakości. Nie zawsze droższe ( bardzo drogie ) oznacza lepsze, ale gdy przyjrzymy się bliżej idei danej marki, temu , gdzie i z jakich tkanin szyte są kolekcje, to cena nie będzie przeszkodą w wyborze tej właśnie marki. Ja sama lubię łapać okazję cenowe. Bardzo często kupuję ubrania dla Mai na między sezonowych wyprzedażach, weekendowych promocjach i wyszukuję te najbardziej kuszące promocją. Zdarza mi się kupić też coś o rozmiar do przodu, gdy znam rozmiarówkę danej marki zawsze trafiam z tym w dziesiątkę !

Dziś spełniam na blogu kolejny raz swoje dziecięce marzenia. Mamy stragan ! I to taki „prawdziwy” stragan z owocami, rybami, siatką na zakupy i dzwoneczkiem, dzięki któremu przywołujemy sprzedawcę z zaplecza. Ja cieszę się jak dziecko, bo kto w dzieciństwie nie marzył o takich zabawkach … Od razu przypomina mi się też wiersz Jana Brzechwy „Na straganie „ który czytamy bardzo często , a ja nie wiem już czy z dzieciństwa czy z systematycznego powtarzania znam go na pamięć. 20 lat temu zabawa w sklep to było napełnianie zużytych przez mamę opakowań po produktach spożywczych tj. cukier, mąką, przyprawy, groszek, kukurydza. Wkładaliśmy z siostrą do środka nasze „zamienniki” piasek, patyczki, kamienie, a nawet trociny z warsztatu stolarskiego dziadka. Babcia też zawsze odkładała opakowania na bok, aby później dać nam je do zabawy. I wiecie, nawet mieliśmy prawdziwe pieniądze w sklepie! Tak…prawdziwe. Wyciągnęliśmy je po cichu  z albumu numizmatycznego mamy, która je też w dzieciństwie kolekcjonowała. Banknoty prasowałyśmy żelazkiem, żeby wyglądały jak „nowe” . To były czasy… czasy beztroskiego dzieciństwa bez  komórek, tabletów, internetów… Wspominam ten czas z wielkim uśmiechem na twarzy, a jak moja siostra czyta ten post to na pewno śmieje się razem ze mną !