emu australia Tag

Gdy na dworze robi się coraz chłodniej, a temperatury powoli zniżają się ku zeru na ulicach zaczynają królować Emu - buty które wzbudzają niejednokrotnie wiele emocji. Przez jednych kochane i uwielbiane od lat, a przez innych wręcz wyśmiewane! Dlaczego ? Na polskim rynku można znaleźć mnóstwo podróbek, a sprzedawcy na platformach zakupowych w opisach produktów nie boją się używać nazwy Emu, by tym samym nazwą i niską ceną zachęcić do zakupu. A później na ulicach odstrasza nas widok powykrzywianej podeszwy i przemokniętych od deszczu i śniegu butów. Jeśli jednak wygra u nas zdrowy rozsądek i wybierzemy jakość, a nie cenę, będzie cieszyć nas wygoda i komfort noszenia butów Emu Australia, bo to o nich chcę Wam dziś napisać.

Trochę to trwało... ale w końcu udało mi się zebrać wszystkie przemyślenia w jedno, przygotowując dla Was recenzję wózka Greentom Up Classic. A jest tu mowa o najbardziej ekologicznym wózku świata, który w całości został wykonany z recyklingowanych elementów. Z ciekawostek samo siedzisko wykonano z 58 powtórnie przetworzonych butelek PET. Myślę, że dla eko rodziców ( i nie tylko ) to dość ciekawy temat. Ja sama, mając możliwość poznania i obejrzenia osobiście greentom'owych wózków, zdecydowanie zagłębiłam się wtedy w eko tematy i to, co można "wyczarować" z recyklingu.  Greentom wychodzi z założenia , że mniej znaczy więcej. Stąd taki, a nie inny wygląd i konstrukcja spacerówki Classic.

Jesienna aura robi nam przez ostatni czas psikusy. Deszczowe dni zdecydowanie przeważają w ciągu całego tygodnia. Gdy tylko przestaje padać, a zza chmur wychodzi słońce wskakujemy w kalosze i biegniemy na dwór ! Maja uwielbia spędzać aktywnie czas na świeżym powietrzu. Po późniejszej popołudniowej drzemce obowiązkowo spacerujemy, a gdy pogoda dopisuje to nawet robimy sobie krótką przejażdżkę rowerową. Idealnym rozwiązaniem jest dla mnie fotelik, dzięki czemu jeździmy razem cichymi uliczkami, podziwiając uroki jesieni. O rowerowych przejażdżkach mogliście przeczytać w ostatnim wpisie TU. Maja korzysta jesienią również ze swojego rowerka biegowego. Entuzjastycznie wsiada i pędzi przed siebie, lecz po kilkunastu minutach chyba już łapki marzną bo rower niosę ja… pod pachą ;)

Mój wybór na lato to zdecydowanie Maxi Dress. Lubię tą długość sukienek i czuję się w niej dobrze. Ten typ według mnie jest mało wymagający, nie potrzebuje biżuterii i dodatków. Sukienka sama w sobie dzięki długości dość często przykuwa uwagę. O balonową sukienkę Swing Fashion będąc nad morzem dostałam kilka zapytań. Myślę, że gdyby była króciutką sukienką przed kolano nie zdobyłaby tykiej popularności wśród babeczek, które mnie o nią pytały. Ja maxi noszę i do trampek i do sandałek czy balerinek. Czasami ogranicza mi ruchy , a ze spacerującym dzieckiem z reguły się biega a nie chodzi, dlatego obowiązkowo dwie ręce są potrzebne ;) Jedna do trzymania w górze sukienki, a druga do łapania uciekającej Mai. Mimo to, nie zniechęcam się i wybieram nawet w upalne dni zwiewne i lekkie sukienki o długości maxi. A Ty w jakiej sukience czujesz się najlepiej ?

Miniony weekend spędziliśmy  rodzinnie w Zakopanem. Śnieg, słońce, rześkie powietrze, mgliste poranki, szum potoku, kubek gorącej czekolady nad Morskim Okiem przeplatały się ze sobą. Te trzy dni minęły jak pstryknięcie palcem. Wspominam je teraz , zamykam oczy i stoję tam, wpatrując się w szczyty gór, w śniegu po kolana, trzymając go za rękę, a on obejmuje ramieniem cały nasz świat! Naszą iskierkę, dzięki której co rano gości uśmiech na naszych twarzach  i budzi nas słowami : Mamusiu, Tatusiu... Chcemy pokazać jej choćby mały skrawek świata, aby poznawała nowe miejsca, uczyła się i doświadczała... I znowu zamykam oczy i przypominam sobie jej drobne kroczki , małe ślady , które stawia na śniegu, trzymając tatę za rękę. Mała zdobywczyni, mała podróżniczka, mały człowiek przed którym stoi otworem cały świat. Ten piękny świat chcemy jej pokazać. Góry mają w sobie coś niesamowitego! Mogłabym się w nie wpatrywać godzinami i mieć codziennie taki widok z okna. Lubię tu wracać o każdej porze roku. Słońce odbijające swój blask w tafli zamarzniętego jeziora doładowuje pozytywną energią , szum potoku uspokaja, a zapach mlecznej, gorącej czekolady wyzwala tysiące endorfin! To były cudowne, rodzinne chwile. Wypoczeliśmy, nacieszyliśmy oko widokami, a te nasze chwile zatrzymaliśmy w obiektywie aparatu.

Te kilka śnieżnych dni w końcówce stycznia dało nam możliwość przygotowania zdjęć w zimowej scenerii. Od grudnia chodziły za mną myśli , aby zrealizować taką prawdziwą zimową sesję, bo tej naszej polskiej zimy to jak na lekarstwo... W górach śniegu brak...w Warszawie szybciej sie rozpuścił niż spadł, na rodzinnym Podlasiu utrzymał się nie co dłużej, dlatego złapaliśmy kilka białych kadrów.

Długo czekaliśmy na tą białą śnieżną zimę. W końcu spadł śnieg... i zimowe spacery nabrały wyrazu. Lubię nasze rodzinne spacery i chwile tylko we trójkę. Lubię ogrzać dłonie w jego dłoniach. Lubię patrzeć na nią jak śpi otulona, a spod szalika wystaje tylko czerwony nosek. Lubię zimą trochę zmarznąc. Lubię pooddychać rześkim, leśnym powietrzem. Lubię tu wracać. Lubię  ich miłość. Miłość córki do taty i taty do córki. Lubię jej uśmiech i tą dziecięcą radość. Lubię zimę. Właśnie dla takich chwil jak ta, ją lubię...

Cudowną niespodziankę zrobił nam Musiej Photography przyjeżdżając na moje rodzinne Podlasie. Zatrzymał te rodzinne chwile, zimowy spacer i nasze zmarzniete nosy w obiektywie aparatu. Dziękujemy za tą piękną pamiątkę!