blog dziecięcy Tag

Sklep Fayne to miejsce  dla tych , którzy lubią niebanalne dodatki, szukają nietuzinkowych rozwiązań w urządzaniu pokoju czy kąciku dziecka kierując się estetyką, prostotą i pastelową paletą barw. Sklep Fayne to miejsce dla mnie, moje miejsce! Po tym wpisie, z pewnością i Wasze! Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Fajnie urządzić pokój Malucha z Fayne! :) W ich asortymecie znajdziecie plakaty, które nie tylko służą dekoracji , ale także uczą . Moje serce skradły plakaty imienne. A jak Wam się podobają? Oprócz plakatów znajdziecie tam też naklejki ścienne, girlandy, tablice kredowe i ... pufy! Ale jakie pufy. Nie, nie ... to nie pufy, to miejsce domowego relaksu. Nie uwierzycie jak nie usiądziecie, a raczej rozłożycie się na niej, a silikonowe kuleczki wymasują Wasze zmęczone plecy. Pufa to nie tylko wygodna mini kanapa , ale także designerski dodatek do naszego wnętrza. Przepadłam! Jak zobaczyłam je pierwszy raz na Instagramie, dlatego chcę abyście też poznali Fayne-dodatki.

Miniony weekend spędziliśmy  rodzinnie w Zakopanem. Śnieg, słońce, rześkie powietrze, mgliste poranki, szum potoku, kubek gorącej czekolady nad Morskim Okiem przeplatały się ze sobą. Te trzy dni minęły jak pstryknięcie palcem. Wspominam je teraz , zamykam oczy i stoję tam, wpatrując się w szczyty gór, w śniegu po kolana, trzymając go za rękę, a on obejmuje ramieniem cały nasz świat! Naszą iskierkę, dzięki której co rano gości uśmiech na naszych twarzach  i budzi nas słowami : Mamusiu, Tatusiu... Chcemy pokazać jej choćby mały skrawek świata, aby poznawała nowe miejsca, uczyła się i doświadczała... I znowu zamykam oczy i przypominam sobie jej drobne kroczki , małe ślady , które stawia na śniegu, trzymając tatę za rękę. Mała zdobywczyni, mała podróżniczka, mały człowiek przed którym stoi otworem cały świat. Ten piękny świat chcemy jej pokazać. Góry mają w sobie coś niesamowitego! Mogłabym się w nie wpatrywać godzinami i mieć codziennie taki widok z okna. Lubię tu wracać o każdej porze roku. Słońce odbijające swój blask w tafli zamarzniętego jeziora doładowuje pozytywną energią , szum potoku uspokaja, a zapach mlecznej, gorącej czekolady wyzwala tysiące endorfin! To były cudowne, rodzinne chwile. Wypoczeliśmy, nacieszyliśmy oko widokami, a te nasze chwile zatrzymaliśmy w obiektywie aparatu.

Kochani, dziś chcę Wam przedstawić recenzję suchego basenu z piłkami od Zuzu-La. Kupiliśmy go latem, częściowo używany był na tarasie, a w okresie jesienno-zimowym stoi w naszym salonie. Z perspektywy czasu widzę, że to świetna zabawa dla całej rodziny. Mai kuzyn jak tylko go widzi , po 3 sekundach wskakuje do niego krzycząc : "kuki ", co oznacza kulki. Wtedy oboje bawią się w nim, a my z ciotką możemy spokojnie  urzadzić sobie babskie pogaduchy. Basen jest w pełni bezpieczny, szablon wycięty z gąbki wytrzymałej na tarmoszenia, ugniatania i skoki dzieci, a pokorowiec uszyty jest z bawełny. Kolorowe piłeczki, które możecie sobie dowolnie skomponować posiadają atest, więc dzieci mogą je nawet gryźć.  Bez problemu mieści się do samochodu i można zabrać go ze sobą na weekend lub wakacje do dziadków. Czy Maja bawi się w nim codzienie? Niestety, nie. Są takie dni, że zapomina o nim zupełnie, ale bywają i takie, gdzie bez zastanowienia , nawet z rozbiegu wskakuje  do niego, pełna energii z uśmiechem od ucha do ucha. Dziecko nie uderzy głową, ani nie zrobi sobie w nim krzywdy, bo ilość kulek amortyzuje każdy skok. Duży plus za to, że materiał można zdjąć do prania, a robi się to z łatwością ! Kulki myję w wannie pod strumieniem ciepłej wody z płynem, po wyschnięciu wrzucam je spowrotem do basenu. A wiecie, kiedy jest największa frajda, gdy wszystkie kulki rozsypią się po salonie, a kto je zbiera? Oczywiście, mama... Gdy przychodzą do nas znajomi z dziećmi to zabaw nie ma końca! I nagle Maja przypomina sobie o jego istnieniu. W basenie spokojnie zmieszczę się ja z Mają, nawet tata robił zakusy, ale stwierdził, że jednak basen jest dla niego za mały ;)

Anpaja to polska marka z rodzinną tradycją. W ich domowym zaciszu szyte są szmaciane lale, króliczki, misie , powstają modułowe domki dla lalek, minaturki krzesełek i stoliczków, na których herbatkę mogą wypić szydełkowe myszki. W cudowny świat dzieciństwa przeniosły mnie ich produkty ! Przypomniał mi się czas, gdy byłam kilkuletnią dziewczynką, a babcia szyła mi szmaciane lale z resztek materiałów, które jej zostawały. Pamiętam jak pod oknem stała duża, masywna maszyna Singer zabudowana w drewnianym stelażu, a w szufladkach zawsze znajdowałam babcine skarby. Było tego mnóstwo, od kolorowych guzików po połyskujące koraliki i cekiny , które razem przyszywałyśmy do nowych sukienek lal. To był cudowny czas... i tyle radości sprawiała ręcznie uszyta przez babcię lalka, bo była jedyna i niepowtarzalna. Była tylko moja.

Z Anpają poznaliśmy się na Targach Prezentów tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Cudowna rodzina, uśmiechnięta i zarażająca pozytywną energią. Wszystko co znajdziecie na ich stronie , tworzone jest z prawdziwą pasją! Pasją tworzenia i dzielenia się z innymi tymi cudownymi szmaciankami. Mai od razu wpadły w oko króliczki , tuliła je i całowała, dlatego nie mogło być inaczej i jeden z nich musiał z nami wrócić do domu. Poznajcie naszą króliczkę :)

Długo czekaliśmy na tą białą śnieżną zimę. W końcu spadł śnieg... i zimowe spacery nabrały wyrazu. Lubię nasze rodzinne spacery i chwile tylko we trójkę. Lubię ogrzać dłonie w jego dłoniach. Lubię patrzeć na nią jak śpi otulona, a spod szalika wystaje tylko czerwony nosek. Lubię zimą trochę zmarznąc. Lubię pooddychać rześkim, leśnym powietrzem. Lubię tu wracać. Lubię  ich miłość. Miłość córki do taty i taty do córki. Lubię jej uśmiech i tą dziecięcą radość. Lubię zimę. Właśnie dla takich chwil jak ta, ją lubię...

Cudowną niespodziankę zrobił nam Musiej Photography przyjeżdżając na moje rodzinne Podlasie. Zatrzymał te rodzinne chwile, zimowy spacer i nasze zmarzniete nosy w obiektywie aparatu. Dziękujemy za tą piękną pamiątkę!

Dziś chcę przedstawić Wam nową markę na polskim rynku akcesoriów i tekstylii dla dzieci - Jollein. W Polsce marka jest od niedawna, a mi przypadła ta ogromna przyjemność poznania produktów i przyjrzenia się im osobiście. W asortymencie znajdziecie : kocyki, narzuty, śpiworki, ręczniki, otulacze i drobne akcesoria. Co wyróżnia Jollein wśród innych marek? Zdecydowanie jakość materiałów i ciekawe wzornictwo. Dla mnie No. 1 to śpiworek z odpinanymi rękawkami, dzięki czemu możemy korzystać z niego w okresie letnim i zimowym, nie przegrzewając w nim dziecka. Maja nigdy wcześniej nie spała w śpiworku. Teraz często wykopuje kołderkę, która jej spada z łóżeczka. Pewnie zapytacie czy sama z niego nie spada, widząc tą krótką barierkę ? Na szczęście ... nie! Ale o tym za chwilę :) W śpiworku śpi od tygodnia, w ciągu dnia w czasie drzemki z reguły przykrywam ją kocykiem. Jak zauważyliście, w łóżeczku pojawiły się też duże poduchy i narzuta. Te produkty również znajdziecie na www.jollein.pl. Poduchy w wielkości XXL 50x50cm świetnie pasują do łóżeczka po zmianie w tapczanik, a narzuta jest tak miła w dotyku , że może służyć jako kocyk/kołderka. Jej największy plus? Jest dwustronna, a wzór kusi oko każdej Mamy. Znajdziecie je w wersji różowo-białej i szaro-białej.  Ta kolorystyka, delikatne , nietuzinkowe wzornictwo, utrzymane w skandynawskim klimacie zawróciło mi w głowie! Może to nie zabrzmi zbyt skromnie, ale naprawdę jestem zakochana w Jollein !!!

Od tygodnia testujemy w naszym domu matę do zabaw. Jest to nowy projekt Turkusowej Pracowni, który powstał z myślą o Mamach . Dlaczego ? Już wyjaśniam! Mata ma wpleciony sznurek między kółeczka, dzięki czemu ściągając go do środka tworzy się z niej worek, w którym lądują wszystkie zabawki. Jakie to proste , prawda? Nie cała minuta wystarczy, aby wszystkie zabawki znalazły się w jednym miejscu, a w domu był porządek, chociaż wtedy, gdy dziecko śpi. Maja często bawi się w salonie, gdy ja pracuję na komputerze, lub robię milion innych rzeczy ona wszystkie zabawki ze swojego pokoju przenosi właśnie tu. A ja? Jestem trochę pedantyczna. Niestety...Uwielbiam porządek, dlatego po każdej jej zabawie biegam i sprzątam, piję kawę i sprzątam, rozmawiam przez telefon i jedną ręką sprzątam, idę spać i sprzątam... Lubię wstać rano, zjeść śniadanie , wypić kawę w uporządkowanym domu, gdzie nic nie zalega na kanapie, pod stołem czy na stole... Dlatego ta mata ułatwia mi ostatnio to zadanie, bo nawet jeśli Maja się na niej nie bawi, to ja wrzucam do niej wszystkie pozostawione w salonie przez Majkę zabawki i przenoszę do jej pokoju. Myślę, że fajnie sprawdzi się w ogrodzie, na tarasie i na wakacjach. Ale to dopiero przed nami...

Babcia i Dziadek to szczególne dla mnie osoby, z jednymi wychowywałam się przez 12 lat w rodzinnym domu, z drugimi łączy mnie ogromna więź emocjonalna. Największą miłością darzę i darzyć będę Babcię Zosię... Moją najukochańszą Babunię, która otaczała mnie swą miłością od namłodszych lat, tuliła w ramionach, gotowała najpyszniejsze zupki, opowiadała piękne bajki, piekła racuszki na kominie, robiła na drutach skarpety, uszyła pierwsze spodnie-dzwony, uczyła szydełkowania, ostatnie drobne z emerytury wciskała w kieszeń, własnoręcznie uplotła ze sznurka hamak i zawiesiła między drzewami, w ogródku wśród malw zrobiła domek z firanek, pozwalała biegać boso po podwórku, nie namawiała do kąpieli, w upalne lato w blaszanej misce zrobiła basen, kupiła na święta koszyczek kinder niespodzianek i pozwoliła wszystkie otworzyć aby zobaczyć co jest w środku, plotła warkocze, śpiewała kolędy, których nik nie znał, płakała razem ze mną gdy nie wiedziałam czy zostać u babci , czy wracać z rodzicami do domu, uczyła samodzielności, prowadziła śmiało przez życie, była na wyciągnięcie ręki...

Jak często podróżujecie z dzieckiem? My dość często, średnio co 2 tygodnie odwiedzamy moich rodziców, a czas podróży zajmuje nam około 2 godziny. W okresie świąteczno-noworocznym wyjechaliśmy w góry i tu droga była już o wiele dłuższa. Na www.lotaro.pl znalazłam jakiś czas temu świetny gadżet, o którym chcę Wam dziś napisać. Organizer podróżnika ułatwił nam podróż z dzieckiem i to bardzo! 6 godzin w samochodzie nie zawsze uda się przespać Mai, chyba że jedziemy nocą lub bardzo wczesnym rankiem. Gdy Maja nie śpi to nuda zagląda nam do samochodu! I co wtedy?! Na telefonie włączam jej świnkę Peppę, albo nutkę disco polo i śpiewamy razem :) Organizer ma okienko, w które można włóżyć tablet, aby dziecko mogło oglądać bajki. To nam bardzo ułatwiło długi czas podróżowania. Kieszonki organizera są bardzo pojemne. Nie muszę już za każdym razem otwierać torbę, gdy chcę znaleźć książeczkę, zabawkę, soczek, wodę, butelkę czy chusteczki. On pomieści naprawdę wszystko, co potrzebne jest mamie i dziecku podczas podróży samochodem. Teraz jestem perfekcyjnie zorganizowaną mamą w podróży i wszystko znalazło swoje miejsce :) A.. i jeszcze jedno, w samochodzie jest porządek i tata nie marudzi, że po tygodniu znajduje pod fotelem smoczek, zatyczkę od butelki czy ciasteczka.

Dziś trochę powspominam... Święta zleciały jak pstryknięcie palcem, przed chwilą odliczałam dni do Wigilii, a dziś odliczam dni do sylwestrowej nocy. Święta od 2 lat mają dla mnie i mojego męża szczególne znaczenie. W Wigilię dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami. Tych emocji nie da się opisać słowami! To najpiękniejszy prezent, jaki można sobie tylko wymarzyć. Oczywiście podzieliliśmy się tą wiadomością z rodziną, a słów nie zapomnę do końca życia : "za rok będzie nas przy wigilijnym stole więcej" Mama płacze, u taty widzę, że łza się kręci w oku, ale to łzy szczęścia, wielkiego szcześcia! Ja też płakałam...  Rok później spędzaliśmy Święta z pięciomiesięczną Mają, naszą wyczekaną córeczką, pierwszą wnusią. W domu zagościła radość, gaworzeznie dziecka, ekscytacja rodziców, dziadków, cioci i wujków...bo od 16 lat w naszej rodzinie nie było takiego maleństwa. W tą minioną wigilijną noc Maja pierwszy raz świadomie uczestniczyła w świątecznej kolacji, pełna energii, uśmiechu i fascynacji choinką, częstowała wszystkich opłatkiem , na babcinych kolanach rozpakowywała swoje prezenty, a za tatusiowym ramieniem chowała się cichutko przed Mikołajem, którego przestraszona, widziała pierwszy raz. To magiczny czas! Wspaniałe chwile, pełne wzruszeń, gdzie przy świątecznym stole zasiada aż osiemnaście osób i cztery pokolenia, na czele z moim kochanym dziadkiem. A gdy emocje opadną i czas wrócić do szarej rzeczywistości, wypić poranną kawę i iść do pracy, wracam myślami do minionych dni, zerkam ukradkiem na świąteczne zdjęcia i doceniam to, że RODZINA to największy prezent jaki tylko można sobie wymarzyć... Prezent BEZCENNY

Celebrujmy chwile spędzone z bliskimi, nie tylko te świąteczne i cieszmy sie z małych przyjemności...

Świąteczne gorączka w pełni! Czy u Was pachnie już Świętami? Choinka ubrana, pierniczki udekorowane, jemioła zawieszona? U nas czuć już Święta. Choinka od dwóch dni cieszy nasze oko, a Maja nieustannie ściąga z niej ozdoby. Teraz zostało nam pakowanie prezentów, przyrządzenie wigilijnego karpia i słodkich pralinek. Wiecie... Jestem z siebie dumna! Tak ! Udało mi się wszystko zorganizować dużo wcześniej, a to dzięki Wam! Na blogu już na początku grudnia zaplanowałam wpisy ze świątecznymi inspiracjami na prezenty, pojawił się też wpis o pakowaniu upominków i właśnie dzięki temu ja zorganizowałam świąteczne zakupy dużo wcześniej. Mam nadzieję, że moje inspiracje chodź trochę podpowiedziały Wam, co kupić dziecku na prezent. A to wpis dla spóźnialskich, którzy jeszcze zastanawiają się nad prezentem Lat Minute !

Wybrałam dla Was kilka propozycji prezentowych ze sklepu Catleya, zamawiając je kurierem z pewnością dotrą tuż przed Wigilią :)

Jako mała dziewczynka wierzyłam w Świętego Mikołaja i rok w rok pisałam do niego List. Z biegiem lat "dorosłam" do faktycznego stanu rzeczy jak to jest z tymi prezentami naprawdę... Nie pamiętam zawodu czy rozczarowania, a wiecie co pamiętam? Jak wieczorem, tuż przed kolacją Wigilijną u babci i dziadka , mama po cichutku wyciągała ukryte w szafie prezenty, aby moim młodsi bracia ich nie zauważyli. Z siostrą, a dzieli nas 2 lata różnicy, wiedziałyśmy że trzeba odwrócić ich uwagę, by radość zaglądania pod choinkę była jeszcze większa! Babcia zawsze wyciągała prezenty ukryte pod stołem i mówiła że już wcześniej był u niej Mikołaj. Jak wracam pamięcią do tamtych lat chciałabym jeszcze raz być dzieckiem i po zjedzeniu barszczu, pierogów i karpia zobaczyć pod choinką prezent od Mikołaja i poczuć zapach mandarynek z tamtych lat.. Wam też mandarynki kojarzą się ze Świętami?