Często pytacie mnie, gdzie w pokoju Mai znajdują się jej zabawki. Ostatnio dostałam też pytanie, dlaczego ma ich tak mało? Hmm... mało?! Niekoniecznie ;) Zabawki w naszym domu to na tym etapie jej rozwoju drugorzędny temat, bardziej interesujące są:  garnki, miski, sztućce, odkurzacz, mikser i wszystkie domowy czynności , które ja wykonuję, a ona chce mnie w tym naśladować. Taka mała "Zosia samosia" mi rośnie. Ale ... ale ... wracając do przechowywania zabawek Mai to porządek i szybką organizację sprzątania zagwarantują nowości od Caramelli, a mianowicie ręcznie plecione, wiklinowe skrzynie, które miałam okazję niedawno poznać i chcę Wam je dziś pokazać. W Caramelli wybór dodatków do przechowywania jest bardzo duży, od koszy po materiałowe i filcowe pojemniki, a także mój No. 1 właśnie te wiklinowe skrzynie. Występują w kilku wersjach kolorystycznych w zestawie z poduszką-siedziskiem lub bez. Skrzynie świetnie komponują się nie tylko w pokoju dziecka, ale także w sypialni czy pokoju dziennym.

8 marca 2015... od tego dnia wszystko się zaczęło, a było to tak : pierwszy wpis : Witaj Wiosno ! , pierwsza plenerowa sesja zdjęciowa, wiosna, którą czuć było w powietrzu, malutka Maja bez której nie byłoby Majuszki, ja z głową pełną pomysłów i Asia, która była i jest jedną z moich motywacji do działania i rozwijania tego miejsca dla Was, moich czytelników.

Po pierwszym wpisie... chwila zastanowienia, jak przyjmie się blog, kolejne posty stricte modowe, trochę Mamy, dużo córki, odkrywanie i poznawanie nowych polskich marek, projektantów, malutkich manufaktur, pierwsze współprace, sesje produktowe, pierwszy konkurs, otwieranie się na social media : fan page Majuszka i profil na Instgramie @majuszka.pl, poznawanie wielu ciekawych osób, blogujacych Mam, cudowna przyjaźń, tak...  mogę nazwać to przyjaźnią, bo gdy są chwile zawahania , zwątpienia, te "gorsze " dni czy też momenty euforii i chęci podzielenia się swoimi odczucaimi i emocjami to jest ona, o każdej porze dnia i nocy, Fistaszkowa Mama - Kinga, którą na pewno znacie z bloga www.fistaszkowelove.pl

Sklep Fayne to miejsce  dla tych , którzy lubią niebanalne dodatki, szukają nietuzinkowych rozwiązań w urządzaniu pokoju czy kąciku dziecka kierując się estetyką, prostotą i pastelową paletą barw. Sklep Fayne to miejsce dla mnie, moje miejsce! Po tym wpisie, z pewnością i Wasze! Dlaczego? Odpowiedź jest prosta! Fajnie urządzić pokój Malucha z Fayne! :) W ich asortymecie znajdziecie plakaty, które nie tylko służą dekoracji , ale także uczą . Moje serce skradły plakaty imienne. A jak Wam się podobają? Oprócz plakatów znajdziecie tam też naklejki ścienne, girlandy, tablice kredowe i ... pufy! Ale jakie pufy. Nie, nie ... to nie pufy, to miejsce domowego relaksu. Nie uwierzycie jak nie usiądziecie, a raczej rozłożycie się na niej, a silikonowe kuleczki wymasują Wasze zmęczone plecy. Pufa to nie tylko wygodna mini kanapa , ale także designerski dodatek do naszego wnętrza. Przepadłam! Jak zobaczyłam je pierwszy raz na Instagramie, dlatego chcę abyście też poznali Fayne-dodatki.

Wiecie pewnie już, że mam bzika na punkcie dodatków i gadżetów w pokoju Mai. W wolnej chwili przeglądam nowości w sklepach internetowych, na platformach sprzedażowych, facebooku i instagramie, aby przygotować dla Was kolejny gadżeciarski post. I tego, uwierzcie mi , jest na prawdę mnóstwo! Od poduszek, po przytulanki, plakaty, girlandy, dywany, kosze, pledy, narzuty, koce...i wiele, wiele innych. Ja wybieram te najlepszej jakości, etetyką i wykonaniem zasługujące na zwrócenie na nie uwagi i zatrzymam sie tu właśnie przy kocach dzianinowych. Tarafiłam na nie jakiś czas temu , pojawiły się w nowościach sklepu internetowego Caramella. To koce w wersji dla mamy i dziecka, kolor i splot mają ideantyczny, różni ich tylko rozmiar. Występują w trzech kolorach : beżu, różu i szarości. Uszyte są ze 100% bawełny, w  dotyku miękkie i przytulne , idealne dla Maluszków.

Koc świetnie wpasował nam się do pokoiku Mai po zmianach kolorystycznych. A co najważniejsze, jest made in Poland! Wspominałam Wam kiedyś, że cenię polskich producentów i twórców i staram sie pisać o tym tu na blogu. Chińszczyznę i tanie podróbki można spotkać teraz dosłownie wszędzie, kusi cena i tylko cena... Nie uciekniemy od tego typu produktów, chociażby robiąc zakupy w Galerii Handlowej, ale możemy świadomie wybierać te nasze polskie. Duży koc używam na co dzień, wieczorami grzejemy się pod nim we trójkę, pięknie zdobi fotel lub kanapę w salonie na poddaszu, a pod mniejszym kocykiem Maja ucina sobie drzemkę, a wiosną przyda się nam na spacerach.

Villa 11 Folk & Design to idealne miejsce na rodzinny wypoczynek. Nowoczesny design połącznony z regionalnym folklorem, przytulne, klimatycznie urządzone pokoje i te niesamowite widoki na rozciągającą się panoramę Tatr ! Spędziliśmy tu walentynkowy weekend. Co wyróżnia Villę 11 wśród innych obiektów wypoczynkowych w Zakopanem? Zdecydowanie wystrój cieszący oko i wprowadzający ciepły, rodzinny klimat, pokoje urządzone ze smakiem, różnorodne i bardzo obfite śniadania w formie bufetu szwedzkiego, możliwość codziennego korzystania z sauny fińskiej i pokoju relaksu ,a także przesympatyczna obsługa, dzięki której czuliśmy się tu, jak w domu! Nie spotkałam się dotychczas z tak rodzinną atmosferą, jaka panuje w Villi. Uśmiech Pani Eli witającej nas tuż przy wejściu, przemiłe Panie w kuchni, przygotowujące nam jajeczniczkę według upodobania i smaczne racuszki z jabłkami, których smak chodzi za mną do dziś, codziennie świeże owoce, kawa, herbatka, lemoniada i ciasteczka, pokój zabawa dla dzieci i te widoki z balkonu sprawiły, że wrócimy tu na pewno.

Miniony weekend spędziliśmy  rodzinnie w Zakopanem. Śnieg, słońce, rześkie powietrze, mgliste poranki, szum potoku, kubek gorącej czekolady nad Morskim Okiem przeplatały się ze sobą. Te trzy dni minęły jak pstryknięcie palcem. Wspominam je teraz , zamykam oczy i stoję tam, wpatrując się w szczyty gór, w śniegu po kolana, trzymając go za rękę, a on obejmuje ramieniem cały nasz świat! Naszą iskierkę, dzięki której co rano gości uśmiech na naszych twarzach  i budzi nas słowami : Mamusiu, Tatusiu... Chcemy pokazać jej choćby mały skrawek świata, aby poznawała nowe miejsca, uczyła się i doświadczała... I znowu zamykam oczy i przypominam sobie jej drobne kroczki , małe ślady , które stawia na śniegu, trzymając tatę za rękę. Mała zdobywczyni, mała podróżniczka, mały człowiek przed którym stoi otworem cały świat. Ten piękny świat chcemy jej pokazać. Góry mają w sobie coś niesamowitego! Mogłabym się w nie wpatrywać godzinami i mieć codziennie taki widok z okna. Lubię tu wracać o każdej porze roku. Słońce odbijające swój blask w tafli zamarzniętego jeziora doładowuje pozytywną energią , szum potoku uspokaja, a zapach mlecznej, gorącej czekolady wyzwala tysiące endorfin! To były cudowne, rodzinne chwile. Wypoczeliśmy, nacieszyliśmy oko widokami, a te nasze chwile zatrzymaliśmy w obiektywie aparatu.

Przygotowałam dla Was kolejną inspirację do stworzenia kącika zabaw w pokoju dziecka. Od dawna chodził za mną baldachim... Tak, tak dosłownie i w przenośni siedział mi w głowie i intensywnie myślałam o tym, aby stworzyć klimatyczne miejsce do zabaw i wspólnego czytania bajek. W końcu trafiłam na ten jedyny Baldachim Numero 74 w kolorze pudrowym. Długo nie był dostępny w Polsce, gdyż produkty Numero 74 możecie znaleźć tylko w dwóch warszawskich sklepach. Cena trochę odstrasza, wiem... Mimo to, utwierdzam się w przekonaniu, że posłuży nam na wiele lat, jako dekoracja pokoju, łóżeczka i rekwizyt do sesji zdjęciowych. Przyznam się Wam po cichu, że to było moje marzenie, by zawisł w pokoiku Mai i wprowadził magię.. prawdziwą magię ! Marzenia są po to, by je spełniać. Realizując kolejne pomysły i zmiany w jej mały wnętrzu w pewnym sensie spełniam swoje marzenia z dzieciństwa, kiedy baldachim zastępowało prześcieradło, a kącik zabaw znajdował się pokoju rodziców, między dwoma ustawionymi naprzeciwko siebie krzesłami, nakrytymi tym właśnie prześcieradłem. Zrobiony własnoręcznie kącik cieszył jeszcze bardziej. Pamiętam też zabawę za wersalką u babci, to było moje miejsce, mimo małej przestrzeni i ograniczonych ruchów frajdy było co nie miara! Wystarczyło kilka poduszek, kożuch dziadka i szyte przez babcię przytulanki. Cudownie jest móc po 20 latach marzenia małej dziewczynki przenieść w rzeczywistość...

Obchodzicie Walentynki? Macie już kupiony prezent dla drugiej połówki? Jeśli nie, to mam dla Was podpowiedź. Zróbcie sobie romantyczną sesję zdjęciową, która będzie świetną pamiątką, a gdy otworzycie album po 10 czy 20 latach będzie co wspominać :) Asia z Tatarak Foto Studio zrobiła nam dziś super niespodziankę! Wpadła na kawę i zaproponowała kilka kadrów we dwoje, jak za czasów gdy byliśmy parą i chadzaliśmy wszędzie za rączkę. Teraz też chodzimy za rączkę , ale trzymamy w dłoni najcenniejszy skarb - Maję ! Fajnie jest założyć nową sukienkę, najlepsze szpilki, zrobić szybki make up i zatrzymać kilka chwil tylko we dwoje w obiektywie aparatu. Mówię Wam! To naprawdę trafiony prezent walentynkowy ! A teraz siedzę i przeglądam te kadry... pokażę Wam kilka. Dziś pogoda nam sprzyjała, wczoraj lał deszcz, w nocy spadł śnieg, a rano wyszło słońce, jak na zamówienie! Zdjęcia trwały zaledwie 15 min, nie, nie zmarźliśmy, choć miny sąsiadów były nietęgie... :)

Co to jest, ten Katarek ?

Katarek to nasz ratunek na uciążliwy i powracający katar u Mai. Znacie go? To aspiratorek, który podłącza się do odkurzacza. Brzmi dziwnie , prawda? Gdy powiedziałam o nim mojej mamie, nie mogła wyjść ze zdziwienia : "ale jak to? do odkurzacza? tak poprostu? przecież tak się nie da? Maja sie nie boi? " i zasypała mnie tysiącem pytań ! Tak, tak , ten aspirator podłącza się do odkurzacza, dzięki temu w łatwy, bezpieczny  i bezbolesny sposób pozbywamy się nieprzyjemnej i uciążliwej wydzieliny z noska. Katarek doradziła mi w aptece bardzo miła Pani farmaceutka , która też jest mamą i stosuje go u swoich dzieci. Nie myliła się, mówiąc , że jest niezawodny i łatwy w użytkowaniu. Stosujemy go od minionej jesieni, zabieramy ze sobą na każdy wyjazd, aby mieć go w razie potrzeby pod ręką.

Te kilka śnieżnych dni w końcówce stycznia dało nam możliwość przygotowania zdjęć w zimowej scenerii. Od grudnia chodziły za mną myśli , aby zrealizować taką prawdziwą zimową sesję, bo tej naszej polskiej zimy to jak na lekarstwo... W górach śniegu brak...w Warszawie szybciej sie rozpuścił niż spadł, na rodzinnym Podlasiu utrzymał się nie co dłużej, dlatego złapaliśmy kilka białych kadrów.

Kochani, dziś chcę Wam przedstawić recenzję suchego basenu z piłkami od Zuzu-La. Kupiliśmy go latem, częściowo używany był na tarasie, a w okresie jesienno-zimowym stoi w naszym salonie. Z perspektywy czasu widzę, że to świetna zabawa dla całej rodziny. Mai kuzyn jak tylko go widzi , po 3 sekundach wskakuje do niego krzycząc : "kuki ", co oznacza kulki. Wtedy oboje bawią się w nim, a my z ciotką możemy spokojnie  urzadzić sobie babskie pogaduchy. Basen jest w pełni bezpieczny, szablon wycięty z gąbki wytrzymałej na tarmoszenia, ugniatania i skoki dzieci, a pokorowiec uszyty jest z bawełny. Kolorowe piłeczki, które możecie sobie dowolnie skomponować posiadają atest, więc dzieci mogą je nawet gryźć.  Bez problemu mieści się do samochodu i można zabrać go ze sobą na weekend lub wakacje do dziadków. Czy Maja bawi się w nim codzienie? Niestety, nie. Są takie dni, że zapomina o nim zupełnie, ale bywają i takie, gdzie bez zastanowienia , nawet z rozbiegu wskakuje  do niego, pełna energii z uśmiechem od ucha do ucha. Dziecko nie uderzy głową, ani nie zrobi sobie w nim krzywdy, bo ilość kulek amortyzuje każdy skok. Duży plus za to, że materiał można zdjąć do prania, a robi się to z łatwością ! Kulki myję w wannie pod strumieniem ciepłej wody z płynem, po wyschnięciu wrzucam je spowrotem do basenu. A wiecie, kiedy jest największa frajda, gdy wszystkie kulki rozsypią się po salonie, a kto je zbiera? Oczywiście, mama... Gdy przychodzą do nas znajomi z dziećmi to zabaw nie ma końca! I nagle Maja przypomina sobie o jego istnieniu. W basenie spokojnie zmieszczę się ja z Mają, nawet tata robił zakusy, ale stwierdził, że jednak basen jest dla niego za mały ;)

Basic

Mój zestaw na dziś w stylu basic. Lubię te basicowe części garderoby. Mam w swojej szafie topy, t-shirty i koszulki, które są zawsze świetną bazą do stworzenia pełnej stylizacji. Wybieram je do dżinsów bądź jegginsów, a  w połączeniu z luźnym swetrem bądź kardiganem nawet zwykły biały t-shirt nabiera wyrazu ! Lubię tą swobodę ruchu i wygodę, dlatego na co dzień wybieram basicowe zestawy. Ostatnio świetny model super skinnów upolowałam na zarowej wyprzedaży, są z dodatkiem stretchu i świetnie się układają. Ceny wyprzedażowych dżinsów są w granicach 70-100 zł. T-shirty , topy i koszulki zawszę kupuję w Mango. Porównując wiele marek do tej mam największe przekonanie i nie tracą tak na jakości po kilku praniach. Na świetny kardigan w super cenie trafiłam ostatnio u Marsala Butik. Krój od razu przypadł mi do gustu, a rozmiar jest uniwersalny, więc będzie pasować na S/M/L. Kardigan jest ciepły i miły w dotyku, czuję się w nim bardzo swobodnie, a przy dziecku to ważny element garderoby ;) Będąc mamą nawet w zwykłym białym t-shircie można czuś się modnie, a i nasz portfel na tym zbytnio nie ucierpi.