Author: Magda Wdowińska

Nocne walki z kołderką, wędrówki po łóżeczku w poszukiwaniu idealnej pozycji snu i ulubionej przytulanki... Znacie to ? Ja znam doskonale... Te nocne bitwy w pościeli kończyły się zimnymi stopami i porannym "aaa...psik! " Miałam dylemat : ubrać na "cebulkę" czy zamienić kołderkę na śpiworek dla starszaka. Śpiworek dla starszaka ?! Pewnie pomyślicie, że to zabrzmi śmiesznie i jest niewykonalne, bo śpiworek kojarzy się raczej z niemowlakiem czy też zimowym spacerem w wózku, a w duecie ze starszakiem brzmi niewykonalnie...

Jesienna aura robi nam przez ostatni czas psikusy. Deszczowe dni zdecydowanie przeważają w ciągu całego tygodnia. Gdy tylko przestaje padać, a zza chmur wychodzi słońce wskakujemy w kalosze i biegniemy na dwór ! Maja uwielbia spędzać aktywnie czas na świeżym powietrzu. Po późniejszej popołudniowej drzemce obowiązkowo spacerujemy, a gdy pogoda dopisuje to nawet robimy sobie krótką przejażdżkę rowerową. Idealnym rozwiązaniem jest dla mnie fotelik, dzięki czemu jeździmy razem cichymi uliczkami, podziwiając uroki jesieni. O rowerowych przejażdżkach mogliście przeczytać w ostatnim wpisie TU. Maja korzysta jesienią również ze swojego rowerka biegowego. Entuzjastycznie wsiada i pędzi przed siebie, lecz po kilkunastu minutach chyba już łapki marzną bo rower niosę ja… pod pachą ;)

Rowerowe przejażdżki są bardzo przyjemne nawet jesienią. Rześkie powietrze, chodniki wysypane złotymi liśćmi i bystre, zachodzące słońce zdecydowanie poprawiają mi nastrój. Te przejażdżki stają się jeszcze bardziej przyjemniejsze, gdy ma się małego kompana do rowerowych wojaży ;) Pod koniec lata kupiłam dla Mai fotelik rowerowy, abyśmy mogły jeździć razem . I to był strzał w dziesiątkę ! Miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej od pierwszego jeżdżenia ! Mieszkamy na obrzeżach miasta. Okolica jest dość spokojna i na wyciągnięcie ręki, dosłownie dwie uliczki dalej możemy wyruszać na spokojne przejażdżki rowerowe z dala od gwaru miasta i pędzących samochodów. Po dwóch miesiącach korzystania z fotelika rowerowego przygotowałam jego recenzję. Jeśli nie teraz, to może właśnie wiosną przyda się Wam i będzie pomocna przy wyborze tego typu fotelika.

Halloween jest najhuczniej, tuż po Bożym Narodzeniu, obchodzonym świętem w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Do nas przywędrowało w latach 90. Jego głównym symbolem jest wydrążona i podświetlona dynia z wyszczerbionymi zębami. A dynia im straszniejsza, tym lepiej. A propo strachu... to o to właśnie chodzi ! Ma być strasznie, mrocznie , z dreszczykiem grozy... Dla mnie Halloween ma trochę inny oddźwięk. To dobra okazja do spędzenia czasu w gronie przyjaciół, znajomych i przygotowania niespodzianki dla dzieci.

Pozostając w temacie jesiennych stylizacji pod koniec września przygotowałyśmy z Mają kilka kadrów dla marki Rever Kids. To tylko namiastka tego, co szykują dla swoich klientów w najbliższym czasie. Pojawi się krata, lubiana chyba przez większość Mam, a także coś na ten szczególny, wyczekiwany... świąteczny czas. Rever ma również w swojej ofercie opcję szycia na miarę. Każdą spódniczkę, spodnie czy sukienkę dopasują indywidualnie do potrzeb każdego, nawet najmniejszego klienta ;)

Pod koniec wakacji miałyśmy ogromną przyjemność przygotować stylizację dla mamy i córki do jesiennego wydania magazynu O Matko! Wybór nie mógł być inny jak ciepły, wełniany płaszczyk-kardigan  od Lalabo w wersji mama i córka. Wiem, że pogoda nie rozpieszca i na tą chwilę sięgamy po kalosze i płaszcze przeciwdeszczowe, ale mam też cichą nadzieję, że powróci choć na chwilę polska, złota jesień... Wełniane płaszczyki Lalabo szyte są również na indywidualne zamówienie, przez co można idealnie dopasować rozmiar do sylwetki. Lalabo to polska marka wychodząca naprzeciw oczekiwaniom najbardziej wymagających rodziców. Krótkie serie ubranek dla dzieci i niemowląt sprawiają, że w szafie naszych maluchów wiszą oryginalne i niepowtarzalne wzory z najlepszych jakościowo tkanin. Dodatkową ciekawostką i czymś zupełnie wyjątkowym są personalizowane metki, na których wyszywane jest imię dziecka. O Lalabo mogliście przeczytać też TU.

Przez ostatnie dwa miesiące testowaliśmy wózek do biegania Thule Urban Glide. Kto testował ? Oczywiście Maja z tatą. Ja na swoją aktywość fizyczną nie narzekam ;) Tata Mai lubi biegać, ale coraz rzadziej ma na to  czas, ze względu na pracę… I tu podwójną motywacją do powrotu do formy, oderwania się choć na chwilę od pracy i spędzenia większej ilości czasu z dzieckiem, stał się wózek do joggingu. Podszedł do tematu z lekkim zdziwieniem i niedowierzaniem. Co ? Wózek, do biegania , ale jak to ? – takie było jego zaskoczenie . Długo nie trzeba było go namawiać.

Pierwsze testy...

W poniedziałek po pracy ( o dziwo udało mu się wcześniej wrócić do domu ) wskoczył w dres i wziął Maję ze sobą. Minęło pół godziny…godzina…półtorej… Wracają po 20.00 , tata lekko zdyszany ale z uśmiechem na twarzy, a w wózku śpiąca Maja. Zasnęła po pół godzinie testowego biegu. Nie miałam serca jej budzić, dlatego przełożyłam ją do łóżeczka i tak spała do rana. Pytam : i jak ? i jak ? Dostałam krótką, ale jakże zadowalającą mnie odpowiedź : nie, no spoko, mogę tak częściej z Myszką biegać.  I tak ja upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu ! Gdy mąż znalazł w ciągu zabieganego tygodnia pracy czas, by pobiegać, zabierał Maję ze sobą i dzięki temu spędzali razem więcej czasu. A ja miałam (teraz też mam ) chwilę tylko dla siebie … na posprzątanie , wymopowanie podłóg ( gdy nikt mi się po domu nie kręci ) i przygotowanie kolacji , bo przecież mama się nie leni ;)  Hahaha... A tak serio, to gdy razem spędzali aktywnie ten czas to ja mogłam w końcu usiąść, wypić na tarasie herbatę lub tak najzwyczajniej w świecie nic nie robić. Teraz już po testach zastanawiamy się nad zakupem wózka, bo to świetny gadżet dla rodziców, którzy dbają o formę lub chcą do niej wrócić.

Nadszedł dyniowy sezon. Na lokalnym bazarku kupiłam jakiś czas temu małą dynię hokkaido. Leżała na kuchennym blacie i czekała, aż się nią zajmę. Jeśli mowa o dyni to pierwsze, co mi się z nią kojarzy ( oprócz Halloween ) to zupa krem ! Ja i Maja jesteśmy "zupolubne" , dlatego pierwszą jesienną dyniową potrawą, którą ugotowałam była właśnie lekka zupa krem z kluseczkami kładzionymi i prażonymi pestkami. Przepis jest dziecinnie prosty, znajdziecie go na dole wpisu. Co do dodatków do zupy, to tu mamy szeroki wybór od kluseczek, po groszek ptysiowy, prażone pestki itp..

Kido Bikes to pierwszy rowerek biegowy Mai. Naukę jazdy na biegówce Maja rozpoczęła w maju, ale to zdecydowanie nie był jej czas… Na początku nie chciała wsiąść na rowerek. Miałam wtedy wrażenie , że się po prostu bała. Rowerek stał w domu i czekał na odpowiedni moment. Robiła co jakiś czas do niego podchody, zakładała kask, dzwoniła dzwoneczkiem, wsiadła ...ale o jeździe nie było mowy. W salonie kilka razy udało mi się ją namówić, aby usiadła i obie ( ja z tyłu jako wsparcie i asekuracja ) przemierzałyśmy odległość kilku metrów po parkiecie ;) Jeszcze przed wakacjami na początku czerwca Maja zaczęła jeździć po podwórku cały czas szukając mnie z tyłu, czy ją trzymam. Nie powiem, że pozycja była wygodna, bo kręgosłup dawał się we znaki… a Maja sama nie mogła jeszcze złapać równowagi na rowerku. Miała wtedy 23 miesiące i widziałam, że to nie jest ten czas, gdzie pewnie czuje się na biegówce i poradzi sobie bez mojej asekuracji. Robiła kilka kroków i kładła , hmm w sumie… rzucała rowerek na ziemię… Nie namawiałam jej żeby ponownie wsiadła, bo to ona miała mieć frajdę i przyjemność z jazdy. Co drugi, trzeci dzień ,a czasami raz na tydzień przypominała sobie o rowerku, który czekał na nią na tarasie. I się doczekał ;)

Zaczynamy weekend z Bubulinką ! Co jakiś czas na blogu pojawiać się będzie wpis przedstawiający nowość z Bubulinkowego sklepu. Zaczynamy od maty do zabaw Elodie Details, nad którą się dość długo zastanawiałam... Szukałam maty, która będzie dekoracją w pokoju Mai, pasującą stylistyką i kolorystyką, bo niestety...mam na tym punkcie lekkiego bzika ;) Zależało mi na tym, aby przydała się też podczas zabaw czy to w domu czy w ogrodzie i którą w łatwy sposób będzie można wyczyścić i wyprać. Ta w aztecki wzór najbardziej przypadła mi do gustu. Po rozpakowaniu paczki cieszyłam się z tego zakupu jak dziecko ! Dlaczego ? Po pierwsze na żywo mata wygląda rewelacyjnie! Po drugie ma w środku grubą warstwę gąbki i idealnie sprawdzi się też dla maluszków. Po trzecie jest duża, bo jej średnica wynosi 120cm i można ją wykorzystać np. na wyjeździe czy na wakacjach z dzieckiem. A po czwarte matę można prać w pralce. Już wyprana, przetestowana, na średnim poziomie wirowania po wyschnięciu wygląda jak nowa. Zdecydowanie warta swojej ceny. W naszym domu sprawdza się rewelacyjnie.

Macie ulubioną część garderoby ? Moja to zdecydowanie dodatki i na ich punkcie mam lekkiego bzika ! ;) Potrafię wybrać się na zakupy  i wrócić z nową torebką... a rzeczy, po którą pojechałam nie kupić. Macie tak, jak ja ? Przez ostatnie 2 lata instynkt macierzyński trochę mi przysłonił zakupowe szaleństwa i z reguły kończyło się na zakupach dla Mai.

W czerwcu minął rok, odkąd wózek Stokke jest z nami. Wybór padł na model Xplory . To typowo miejski model wózka, zapewniający maksymalny kontakt z dzieckiem. Dzięki kilkustopniowej regulacji siedziska i rączki możemy idealnie dopasować go według własnych potrzeb. Przez ostatni rok pisania bloga, podróżowania, codziennych spacerów i publikowania zdjęć , gdzie wózek grał „pierwsze skrzypce” dostawałam od Was mnóstwo zapytań o ten model wózka. Zdarzyła mi się też jedna bardzo śmieszna sytuacja… Wracając z targów organizowanych tuż przed Świętami Bożego Narodzenia pewien pan ( przyszły tata ) koniecznie chciał odkupić od nas wózek, a najlepiej już tu i teraz ! Zaczepił mnie na parkingu, a mówił, że szedł za mną dobry kawałek drogi… bo tak naprawdę zaciekawił go wózek i chciał wiedzieć, co to za marka/model. Maja wtedy spała, wózek był rozłożony do pozycji leżącej i zastanawiała go tak mała „gondola” . Trochę się wtedy uśmiałam, odsłoniłam kocyk i pokazałam mu, że to już nie niemowlę ( haha ) A pan nieznajomy dalej swoje, że skoro nie małe, to może będę chciała mu sprzedać wózek jak nie teraz to w niedługim czasie i wciskał mi swój numer telefonu. Ja, śmiejąc się nadal, pokierowałam go do strony producenta. Nie planowałam wtedy go sprzedawać i dalej nie planuję . A pan, hmm... z trochę zrezygnowaną miną, zapisał model wózka w telefonie i życzył nam wesołych świąt ;)

Wracając do pytań, które od Was dostaję… Przygotowałam listę tych najczęściej zadawanych.