Gdy na dworze robi się coraz chłodniej, a temperatury powoli zniżają się ku zeru na ulicach zaczynają królować Emu - buty które wzbudzają niejednokrotnie wiele emocji. Przez jednych kochane i uwielbiane od lat, a przez innych wręcz wyśmiewane! Dlaczego ? Na polskim rynku można znaleźć mnóstwo podróbek, a sprzedawcy na platformach zakupowych w opisach produktów nie boją się używać nazwy Emu, by tym samym nazwą i niską ceną zachęcić do zakupu. A później na ulicach odstrasza nas widok powykrzywianej podeszwy i przemokniętych od deszczu i śniegu butów. Jeśli jednak wygra u nas zdrowy rozsądek i wybierzemy jakość, a nie cenę, będzie cieszyć nas wygoda i komfort noszenia butów Emu Australia, bo to o nich chcę Wam dziś napisać.

Na nasze jesienne wakacje zabraliśmy plecaki Doughnut. Mini Macaroon dla Mai i Anderson Navy dla...taty, bo tak naprawdę miał być to mój plecak, ale mężowi tak przypadł do gustu, że nie chciał mi go oddać ! ;) Ja nigdy nie byłam fanką plecaków, nawet w liceum i na studiach biegałam z torbą, a nie z plecakiem. Podczas podróży samolotem z dwójką dzieci dwie wolne ręcę to podstawa, i tu plecak  jest bardzo przydatny. Przekonałam się o tym , gdy lecieliśmy do Izraela. Nela na ręku, torba na ramieniu i Maja za rękę. Stwierdziłam, że na następny lot na pewno pakuję podręczne rzeczy do plecaka, a nie do torby.

Właśnie wróciliśmy z naszych jesiennych wakacji w słonecznej Turcji. Doładowana ogromną dawką słońca i mnóstwem pozytywnej energii przygotowałam dla Was wpis we współpracy z marką Lactacyd, o której już jakiś czas temu mogliście przeczytać na blogu. Miniony tydzień wypełniony po brzegi słońcem, kąpielami w basenie i wylegiwaniem się na plaży był dobrą okazją do przetestowania nowości - delikatnej emulsji do golenia i higieny okolic intymnych Lactacyd Intimate Shave.

Nasze lato z Banana Kids to wiatr we włosach. To sierpniowe słońce padające na policzki. To długie spacery przy zachodzie słońca. To dryfowanie po gładkiej tafli jeziora, gdzie słychać tylko kumkanie żab i cykanie świerszczy. To wieczory w porcie. To chwile złapane w obiektywie aparatu. Chwile wypełnione dziecięcym śmiechem i radością. Zatrzymujemy się... łapiemy ostatnie promienie słońca. Uciekamy od gwaru miasta. Celebrujemy te małe przyjemności.. Ten wiatr. Te żaby i świerszcze. Powiewające trawy. To słońce chowające się gdzieś na chwilę, by jutro znów naładować nas pozytywną energią !

Jestem mamą. Jestem mamą dwóch dziewczynek, ale jestem też kobietą. Silną, emocjonalną, wrażliwą, upartą, kapryśną, twardo stąpającą po ziemi. Kobietą, której siłą jest macierzyństwo. Już sam potencjał i dojrzewanie do roli mamy był zawsze dla mnie czymś niezwykłym, czymś do czego dążyła, o czym marzyłam… Ten potencjał czyni nas niezwykle wrażliwymi, ale jakże silnymi kobietami. Macierzyństwo zawsze wzbogaca, a proces wychowania uwalnia z nas niezwykłe pokłady energii, cierpliwości i wytrwałości. Przepadamy bez reszty w tej matczynej miłości poświęcając się wychowaniu naszych dzieci. Ale w tej najważniejszej życiowej roli nie możemy zapomnieć o nas samych, bo mama to przede wszystkim kobieta !

Wielkimi krokami zbliża się nasze majowe święto - Dzień Mamy. Ja w tym roku świętuję podwójnie ♥ Przygotowałam dla Was mały prezentownik w oparciu o wyjątkowe produkty które znam i uwielbiam, a także o kilka nowości wyselekcjonowanych przez Pakamerę, gdzie często też robię zakupy. Oto moje TOP maminych upominków, które sprawią przejemność mi, Tobie i Twojej mamie, zapraszam :)

Łóżko to zdecydowanie najważniejszy mebel w naszym domu, spędzamy a raczej przesypiamy w nim 1/3 naszego życia. Aby zapewnić sobie lepszy komfort snu zmieniliśmy nasze dotychczasowe łóżko z płyty MDF na tapicerowane, drewniane łóżko #madeinpoland. Po tych kilku miesiącach bez dwóch zdań mogę stwierdzić, że to był zakup roku ! Nic nie skrzypi, nic nie trzeszczy, zagłówek nie gniecie w głowę, można swobodnie oprzeć się i obejrzeć w łóżku ulubiony serial. Teraz zastanawiam się, dlaczego tak późno zdecydowaliśmy się na tą zmianę. Hmm… lepiej późno niż w cale :)

Jakiś czas temu natknęłam się na spot reklamowy Nurofenu i nie wiem, czy to te poporodowe hormony, które jeszcze buzują w mojej głowie, czy ta naturalna matczyna wrażliwość, ale reklama wzruszyła i wzrusza mnie na maxa ! Chyba pierwszy raz w życiu tak bardzo prawdziwie i naturalnie bez sztucznych uśmiechów, wyuczonego tekstu, stylizacji i wyrazistego make-up’u został pokazany obraz MAMY – prawdziwej MAMY ! 

Od niedawna w naszym domu pojawiła się seria dermokosmetyków LIPIKAR AP+ marki LA ROCHE-POSAY i powiem Wam, że chyba na nic lepszego w tym jesienno-zimowym okresie nie mogliśmy trafić! Od dłuższego czasu do kąpieli i po kąpieli używamy z Mają kremu myjącego i balsamu uzupełniającego poziom lipidów Lipikar Ap+, które dedykowane są niemowlętom już od pierwszych dni życia, dzieciom a także dorosłym z wrażliwą, skłonną do podrażnień skórą. Dla naszej rodziny gama Lipikar to idealne rozwiązanie zwłaszcza teraz, gdy skóra po okresie letnim jest w słabszej kondycji. Ja sama zauważyłam zdecydowane przesuszenie na rękach, dłoniach,  czy stopach. U Mai po długich spacerach występują co jakiś czas delikatne zaczerwienienia buzi, które uwydatniają się też po długich kąpielach. Po regularnym stosowaniu linii LIPIKAR widzę znaczną poprawę. Skóra jest świetnie nawilżona, miękka w dotyku, balsam rewelacyjnie się wchłania, mimo iż jest nieco bardziej  tłusty, ale to utwierdza mnie w przekonaniu , że daję najlepszą barierę ochronną dla naszej skóry. Tata Mai również po kąpieli zaczął używać balsamu na dłonie i to on będzie najlepszym przykładem na to, jak dużą różnicę widać po codziennym stosowaniu LIPIKAR AP+ .  Jego dłonie z racji zawodu jaki wykonuje są non stop narażone na wysuszenie i popękaną skórę. Momentami te podrażnienia zaczęły mnie niepokoić. I tu wielkie zaskoczenie!. Po tych dwóch tygodniach skóra dłoni zdecydowanie się poprawiła. I coś czuję , że ta seria zagości u nas na stałe. Wcześniej nie używałam kosmetyków marki LA ROCHE-POSAY, a teraz wiem, że to był bardzo dobry wybór.

Wracam do Was po dość długiej przerwie z recenzją ultralekkiej, zwinnej i kompaktowej spacerówki SQUIZZ, która poleciała z nami do Hiszpanii i zwiedziła też kawałek Polski. W maju mieliśmy zaplanowane nasze mini wakacje, a celem była tygodniowa podróż kamperem przez Hiszpanię. Pakując się na wyjazd na check liście miałam też wózek. Hmmm... część z Was pewnie pomyśli : wózek dla 4 latki ? Maja odkąd bezgranicznie w wieku 3 lat pokochała hulajnogę i biegówki, a teraz też opanowuje naukę na dwóch kółkach, zrezygnowała ze spacerów w wózku. Krótkie 1,2 dniowe wyjazdy czy weekendy bez wózka żaden problem, ale tygodniowy wyjazd, gdzie nastawieni byliśmy na zwiedzanie i długie spacery chyba by się nam minął z celem. I tak też było ! Dotarliśmy aż pod Gibraltar , przejechaliśmy jakieś 1800km. I tu, pisząc w przenośni oczywiście,  wózek uratował nam życie! Maja nie przedreptałaby tylu kilometrów to wiem na pewno, a że należy do dzieci lubiących uciąć sobie jeszcze drzemkę w ciągu dnia, to wózek był dla nas rewelacyjnym ułatwieniem. Mogliśmy też wieczorem dłużej spacerować ulicami miasteczek, w których się zatrzymywaliśmy, zjeść późną kolację, nacieszyć oko widokami, a o na smacznie spała w spacerówce.

Wiosna od trzech tygodni rozpieszcza nas iście wakacyjną pogodą ! To zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Bo kto nie lubiłby ciepłych poranków, słońca zaglądającego ciut świat przez zasłonięte rolety i tych ukwieconych na biało drzew.. Tak! Za te kwitnące jabłonie wiśnie i magnolie lubię ją najbardziej ! I powiem Wam, że nie pamiętam tak pięknego i ciepłego kwietnia jak ten. Każdy taki ciepły dzień staramy się z Mają wykorzystać maksymalnie. Po pracy, po przedszkolu i ogarnięciu wszystkich domowych obowiązków wskakujemy na rower. To zdecydowanie mój ulubiony środek transportu od wiosny do jesieni . A jak mowa o rowerze to nie może zabraknąć przy nim fotelika.  Trzeci sezon rowerowy Maja jeździ w foteliku Bobike. W tym roku zmieniłam model Bobike Maxi One na Bobike GO. O pierwszym foteliku Mai możecie przeczytać TUTAJ.

Trzecie ? To już trzy lata... Kiedy to zleciało ? Dosłownie tak jak dziś pamiętam pierwszy wpis, jaki tu dla Was przygotowałam. A później rok, za rokiem.. pierwsze urodziny bloga, drugie urodziny bloga, i dziś te trzecie. I jak co roku świętujemy podwójnie Dzień Kobiet i nasze blogowe święto. I cieszę się ogromnie, że zaczęłam swoją blogową przygodę właśnie wtedy i wiecie, cieszę się jeszcze bardziej , że jesteście tu ze mną nie rok, nie dwa, a już trzy.. Dziękuje !