Kido Bikes to pierwszy rowerek biegowy Mai. Naukę jazdy na biegówce Maja rozpoczęła w maju, ale to zdecydowanie nie był jej czas… Na początku nie chciała wsiąść na rowerek. Miałam wtedy wrażenie , że się po prostu bała. Rowerek stał w domu i czekał na odpowiedni moment. Robiła co jakiś czas do niego podchody, zakładała kask, dzwoniła dzwoneczkiem, wsiadła ...ale o jeździe nie było mowy. W salonie kilka razy udało mi się ją namówić, aby usiadła i obie ( ja z tyłu jako wsparcie i asekuracja ) przemierzałyśmy odległość kilku metrów po parkiecie ;) Jeszcze przed wakacjami na początku czerwca Maja zaczęła jeździć po podwórku cały czas szukając mnie z tyłu, czy ją trzymam. Nie powiem, że pozycja była wygodna, bo kręgosłup dawał się we znaki… a Maja sama nie mogła jeszcze złapać równowagi na rowerku. Miała wtedy 23 miesiące i widziałam, że to nie jest ten czas, gdzie pewnie czuje się na biegówce i poradzi sobie bez mojej asekuracji. Robiła kilka kroków i kładła , hmm w sumie… rzucała rowerek na ziemię… Nie namawiałam jej żeby ponownie wsiadła, bo to ona miała mieć frajdę i przyjemność z jazdy. Co drugi, trzeci dzień ,a czasami raz na tydzień przypominała sobie o rowerku, który czekał na nią na tarasie. I się doczekał ;)

Zaczynamy weekend z Bubulinką ! Co jakiś czas na blogu pojawiać się będzie wpis przedstawiający nowość z Bubulinkowego sklepu. Zaczynamy od maty do zabaw Elodie Details, nad którą się dość długo zastanawiałam... Szukałam maty, która będzie dekoracją w pokoju Mai, pasującą stylistyką i kolorystyką, bo niestety...mam na tym punkcie lekkiego bzika ;) Zależało mi na tym, aby przydała się też podczas zabaw czy to w domu czy w ogrodzie i którą w łatwy sposób będzie można wyczyścić i wyprać. Ta w aztecki wzór najbardziej przypadła mi do gustu. Po rozpakowaniu paczki cieszyłam się z tego zakupu jak dziecko ! Dlaczego ? Po pierwsze na żywo mata wygląda rewelacyjnie! Po drugie ma w środku grubą warstwę gąbki i idealnie sprawdzi się też dla maluszków. Po trzecie jest duża, bo jej średnica wynosi 120cm i można ją wykorzystać np. na wyjeździe czy na wakacjach z dzieckiem. A po czwarte matę można prać w pralce. Już wyprana, przetestowana, na średnim poziomie wirowania po wyschnięciu wygląda jak nowa. Zdecydowanie warta swojej ceny. W naszym domu sprawdza się rewelacyjnie.

Macie ulubioną część garderoby ? Moja to zdecydowanie dodatki i na ich punkcie mam lekkiego bzika ! ;) Potrafię wybrać się na zakupy  i wrócić z nową torebką... a rzeczy, po którą pojechałam nie kupić. Macie tak, jak ja ? Przez ostatnie 2 lata instynkt macierzyński trochę mi przysłonił zakupowe szaleństwa i z reguły kończyło się na zakupach dla Mai.

W czerwcu minął rok, odkąd wózek Stokke jest z nami. Wybór padł na model Xplory . To typowo miejski model wózka, zapewniający maksymalny kontakt z dzieckiem. Dzięki kilkustopniowej regulacji siedziska i rączki możemy idealnie dopasować go według własnych potrzeb. Przez ostatni rok pisania bloga, podróżowania, codziennych spacerów i publikowania zdjęć , gdzie wózek grał „pierwsze skrzypce” dostawałam od Was mnóstwo zapytań o ten model wózka. Zdarzyła mi się też jedna bardzo śmieszna sytuacja… Wracając z targów organizowanych tuż przed Świętami Bożego Narodzenia pewien pan ( przyszły tata ) koniecznie chciał odkupić od nas wózek, a najlepiej już tu i teraz ! Zaczepił mnie na parkingu, a mówił, że szedł za mną dobry kawałek drogi… bo tak naprawdę zaciekawił go wózek i chciał wiedzieć, co to za marka/model. Maja wtedy spała, wózek był rozłożony do pozycji leżącej i zastanawiała go tak mała „gondola” . Trochę się wtedy uśmiałam, odsłoniłam kocyk i pokazałam mu, że to już nie niemowlę ( haha ) A pan nieznajomy dalej swoje, że skoro nie małe, to może będę chciała mu sprzedać wózek jak nie teraz to w niedługim czasie i wciskał mi swój numer telefonu. Ja, śmiejąc się nadal, pokierowałam go do strony producenta. Nie planowałam wtedy go sprzedawać i dalej nie planuję . A pan, hmm... z trochę zrezygnowaną miną, zapisał model wózka w telefonie i życzył nam wesołych świąt ;)

Wracając do pytań, które od Was dostaję… Przygotowałam listę tych najczęściej zadawanych.

Przyszedł czas na przygotowanie wyprawki dla przedszkolaka. Wspólnie z tatą Mai podjęliśmy decyzję o zapisaniu naszej dwulatki do Domowego Przedszkola. Sierpień jest dla Mai okresem adaptacyjnym w przedszkolu. Od września pójdzie już jako dumny przedszkolak i dołączy do grup dwulatków. Stres i panika przerosły moje oczekiwania, chyba w tym wszystkim to moja córka jest największym bohaterem. Po prawie trzech tygodniach okresu adaptacyjnego widzę, że to była naprawdę dobra decyzja. Maja dużo więcej mówi, składa pełne zdania, zadaje mnóstwo pytań, słowo : proszę jest w codziennym użytku, z większą chęcią myje ząbki, co od jakiegoś czasu sprawiało jej w domu duże problemy… I drzemkę mamy teraz jak w zegarku. Po powrocie z przedszkola bawi się , zje przekąskę , zazwyczaj owoc lub serek/jogurt ( zupkę je w przedszkolu ) , poopowiada jak jej miną dzień i zasypia dosłownie na pstryknięcie palcem ok 14.00 . Dzięki temu wieczorem już o 20.00 mamy kąpiel, a o 21.00  z minutami śpi. Dzień zaplanowany książkowo, mówię Wam. Jestem pełna entuzjazmu, że tak łatwo Maja zaklimatyzowała się w miejscu, gdzie bez mamy, taty i babci spędza pół dnia. Oby we wrześniu, gdzie ten czas się jej trochę wydłuży, czuła się równie dobrze.

Otulacze towarzyszą nam od urodzenia Mai. Są w codziennym użytku w domu , na spacerze, na wakacjach, w samochodzie, w podróży. To jeden z gadżetów, który naprawdę jest mi bardzo przydatny i sprawdza się wszędzie. Prowadząc bloga miałam i mam możliwość poznania wielu marek z branży dziecięcej, które projektują i szyją tego typu produkty.Przygotowałam moje TOP 6 wśród otulaczy dla niemowląt i dzieci, które znam i całym sercem polecam.

Poznajcie La Mere, polską prężnie rozwijającą się markę, która projektuje z myślą o mamach i ich córkach. Jak wiecie, ja takie zestawy uwielbiam! I to one poniekąd przyczyniły się do powstania bloga i dzielenia się z Wami moim spojrzeniem na modę dla mamy i dziecka. Marzyła mi się lekka tiulówka , która będzie sama sobą robiła efekt WOW! bez będnych dodatków i biżuterii. Taką tiulówkę połącze i z trampkami i ze szpilkami. Lubię niekonwecjonalne i nieoczywiste połączenia. Lubię, w sumie to lubimy teraz już obie bawić się modą. To niesamowite jak szybko dziecko łapie te same gesty, zachowania, czynności, naśladując w lustrze to, jak "stroi" się w nim mama ;) Nie przypuszczałam, że dwulatka tak chętnie będzie się przebierać, pozwalać robić sobie kucyki i warkocze, zakładać torebeczki , przypinać spinki, kokardki... Nie kaprysi, nie grymasi jeszcze... a może to wszystko przed nią ? ;) Jak myślicie, czy stanie przede mną, tupnie nogą i powie : nie chcę tego !

Urodzinowe przyjęcie Mai zorganizowałam w naszym ogrodzie, o którym mogliście już przeczytać TU. Pogoda dopisała nam szczególnie, cały dzień świeciło piękne słońce. Przez weekend nasz dom wypełniali goście. Dziadkowe zrobili Mai niespodziankę i przyjechali już wczesnym rankiem. Uwielbiam, gdy  dom tak tętni radością, gwarem i rozmowami bliskich nam osób. Najchętniej nie wypuściłabym ich spowrotem do domu. Dzieci miały swoje przyjęcie oddzielnie. Przygotowałam dla nich słodko-owocowy poczęstunek , a dodatkową atrakcją były krówki-skoczki Tootiny, które tego dnia miałam za zadanie obfotografować. I tak, podzieliłam przyjemne z pożytecznym. Krówki czekały na dzieci całe przedpołudnie, balony lekko powiewały na wietrze, a mała jubilatka nie mogła doczekać się swoich gości.

Dwa latka minęły jak jeden dzień... Kilka dni temu, a dokładnie 28 lipca Maja skończyła dwa lata. A pamiętam jakby to było wczoraj... w upalny, letni poniedziałek zrobiła nam niespodziankę trzy tygodnie wcześniej i wprowadziła do domu pełnię szczęścia, tak bardzo wyczekiwanego szczęścia. Wtedy słowo rodzina nabrało dla mnie szczególnego znaczenia. Nie byliśmy już tylko on i ja, tylko my, nasza trójka! Dziecko to największy skarb, jaki może scalać rodzinę, łączyć dwoje ludzi i na nowo uczyć poznawania siebie. My poznawaliśmy i poznajemy się na nowo w naszych radościach, ale i słabościach, chwilach zwątpienia, w kryzysach i tych pojawiających się "cichych dniach" . To dla niej uczymy się cierpliwości, idziemy na kompromisy, łagodzimy konflikty i szybko zapominamy o nieporozumieniach. I dla niej rezygnujemy z własnych przyjemności, zmieniamy swoje dotychczasowe życie, wyznaczamy nowe cele, w sumie to jeden najważniejszy cel : wychowanie jej na dobrego człowieka. Bo nie sztuką jest urodzić, a wychować . Wychować w domu pełnym miłości i wzajemnego szacunku. W domu, gdzie słowo KOCHAM jest słowem na dzień dobry i na dobranoc. I wiem, widząc moją dwulatkę mówiącą do mnie tuż po przebudzeniu : mamo kocham , że tej miłości jej nie braknie. A gdy tak w ciągu dnia przychodzi do mnie , łapie za szyję mówiąc kocham to serce matczyne rośnie! To cudowne uczucie, nie do opisania ... Tylko dziecko potrafi tak bezgranicznie, bezinteresownie wyrażać swoje emocje i uczucia. W tym momencie ja ma wszystko ! Wszystko, co mogłam dostać od życia. Rodzina, dom pełen miłości i zdrowie - za to właśnie dziękuję każdego dnia.

Dwa tygodnie temu wraz z przyjaciółmi zrobiliśmy sobie krótkie wakacje nad Bałtykiem. To już nasze drugie spotkanie z polskim morzem w tym sezonie. W czerwcu odwiedziliśmy Ustkę, a tym razem zajrzeliśmy do Sopotu. Lubię to miasto, mimo oblężenia tłumów i płatnego wstępu na molo ;) W sezonie letnim koniecznie chociaż raz się tu meldujemy. To taki nasz must have polskich wakacji. Też macie swoje ulubione miasta, które odwiedzacie ?

Jakiś czas temu gościliśmy w naszym domu dwie wspaniałe kobiety, które oprócz najważniejszej życiowej roli - roli matki spełniają się też zawodowo i są niezwykle dobre w tym, co robią ! Ola to założycielka marki Kółko Krzyżyk, której kolekcję Wam dziś pokażę oraz Paulina utalentowana Pani fotograf, której zdjęcia znajdziecie w kolekcjach m.in dla takich polskich marek jak właśnie Kółko Krzyżyk, Pocopato, Booso czy Mrugała . W ich wspólnym projekcie miałyśmy z Mają okazję wystąpić. Zdjęcia powstały w jedno popołudnie, a efekty możecie zobaczyć poniżej.

Zapraszam Was do naszego ogrodu, który udało nam się w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy zaaranżować. W przygotowaniu pomogła nam Pani Karolina z Wonderland, która stworzyła projekt i dała kilka cennych wskazówek. Projekt został nieco zmieniony przez głównego wykonawcę, a mowa tu o tacie Mai, który w te czerwcowe upały od wczesnych poranków z silną ręką i wsparciem mojego brata został Bohaterem Ogrodu ! ;) Czas dłużył mi się bardzo… bo tak naprawdę zaczęliśmy od zmiany całego ogrodzenia już w kwietniu, następnie prace przeniosły się do ogrodu o metrażu 200 m2. Marzył mi się taras, taki klimatyczny z naturalnego drewna, z mnóstwem zieleni, huśtawką, lampionami, które wieczorem wprowadzają romantyczny nastrój i pozwalają na chwilę relaksu po całym dniu pracy. Całość chciałam utrzymać w jasnej tonacji, nawiązując do stylu skandynawskiego, w którym jestem bezpamiętnie zakochana! Czasami jednak plany nie idą w parze z realizacją… Ale mimo wszystko końcowy efekt jest dla mnie tym, o czym marzyłam. Udało nam się zaaranżować miejsce na rodzinny wypoczynek, poranną kawę i pogaduchy z koleżankami, a także strefę zieleni z puszystym dywanem z trawy, basenem i miejscem na malutki domek dla Mai, który chcemy tam jej postawić. Mam nadzieję że ten plan zrealizujemy jeszcze w tym sezonie. Puki co korzysta z piaskownicy i huśtawki u babci w podwórku obok. A teraz poopowiadam Wam trochę o głównych elementach ogrodu, które razem tworzą spójną całość.