Moda

Kilka miesięcy temu trafiłam na facebooku na stronę Zuzu-La, która szyje ubranka i akcesoria dla dzieci. Zamówiłam dla Mai spodenki i czapeczkę z motywem szarych kokardek, które mogliście  zobaczyć w tym wpisie : Na sportowo . Zdjęcia Mai w tym zestawie wysłałam Wiktorii, właścicielce marki Zuzu-La. Bardzo cenię Mamy, które realizują swoje pasje i marzenia, oraz stawiają sobie nowe cele i wyzwania w życiu!  Z Wiktorią, mamą Zuzi od razu nawiązała nam się ciekawa współpraca (mimo to, że znałyśmy się tylko wirtualnie ) . Maja i Zuzia są w podobnym wieku, dzieli ich raptem 2 miesiące różnicy. Wpadłyśmy na pomysł wspólnej sesji zdjęciowej promującej letnią kolekcję Zuzu-La. Dziewczynki spisały się na medal! Choć trudno było je utrzymać w jednym miejscu dłużej niż 3 sekundy :) Jedna chodzi, druga raczkuje, wyzwanie ekstremalne i jeszcze ten upał...ale udało się, oto zdjęcia promujące wzory z nowej kolekcji Zuzu-La

Liv&Lov to nowa polska marka odzieżowa, która tworzy proste designerskie wzory z dbałością o każdy detal i najmniejszy szczegół. Wszystkie projekty szyte są na idndywidualne zamówienie, aby mali klienci byli w 100 % zadowoleni, a rodzice usatysfakcjonowani. Liv&Lov bawi się modą, tworzy z miłości do dzieci i pasji projektowania, dlatego ich projekty są czymś nowym na polskim rynku mody dziecięcej. Każdy klient może dowolnie wybrać kolor, rodzaj rękawka, długość, detale i ozodby, a także zaprojektować napis lub spersonalizować sukienkę czy t-shirt.

To lato należy do pasteli i barw ziemi. Modny stał się błękit, pudrowy róż i oczywiście mięta. W połączeniu z bielą lub kremem, kolory te nabierają wyrazu, a zarazem lekkości i letniej świeżości. I nie tyczy się to tylko garderoby Mam, ale także Maluchów. My stawiamy na miętę i pudrowy róż. Co do barw ziemi i stylu boho, to powoli wczuwamy się w tą kolorystykę i co raz więcej rzeczy w odcienaich brązu, zieleni i tzw "brudnego " różu pojawia się w szafie Mai. Na pewno niebawem zobaczycie nas w takiej stylizacji.  Dziś chcemy pokazać Wam kilka letnich połączeń w kolorach lata. Może coś przypadnie Wam do gustu i zainspiruje do stworzenia własnej stylizacji.

Pogoda w miniony weekend nas bardzo rozpieszczała, oprócz nocnej burzy, w ciągu dnia świeciło piękne słońce, a klimat był iście śródziemnomorski. My nie narzekamy na upały, cieszymy się chwilami tych gorących dni i spędzamy je w ogrodzie. Mając małe dziecko, doceniam to, że mam dom z ogródkiem, w którym możemy się bawić, chodzić boso po trawie, łapać promienie słońca i wypoczywać w cieniu drzew.  Jako mała dziewczynka miałam zamiłowanie do podlewania ogródka babci, sadzenia z nią kwiatków, zrywania truskawek i malin prosto z krzaczka.  Wakacje zawsze spędzałam na wsi u dziadka i babci, która mnie rozmpieszczała, budując mi z koca i zasłony domek w ogródku, nawet uplotła mi hamak. Zawieszony był między dwoma drzewami, z których wprost do niego spadały dojrzałe śliwki. Przygotowując ten wpis, nagle wróciło tyle pięknych wspomnień... Teraz gdy mam swój ogród i Maję, z tych chwil spędzonych razem na świeżym powietrzu, wśród kwiatów i drzew cieszę się jeszcze bardziej.

Sezon na arbuzy w pełni, dlatego wprowadzamy je w dietę Mai, mimo to że książkowo  arbuzy, melony,  truskawki powinno podawać się dziecku po roku, my próbujemy wcześniej. Maja jak do tej pory nie miała żadnych problemów z przyswajanie nowych rzeczy, dlatego poznajemy te sezonowe. Pokrojony na malutkie cząsteczki wcinała ze smakiem, a w tak upalny dzień jak dziś, to świetna przekąska, bo ma w sobie aż 92% wody. Arbuz idealnie orzeźwia i gasi pragnienie. Ostatnio w naszym domu królują owoce sezonowe. Codziennie rano kupuję świeże truskawki, które z bananami i arbuzem tworzą świetny koktajl, Mai też bardzo smakuje. Mój w wersji z limonką i miętą, a  dla niej nieschłodzony mix owocowy. Nawet udało mi się kupić bezpestkowego arbuza, bo z wyjmowaniem tych malutkich pestek jest zawsze mnóstwo zabawy.  Wielką radość sprawia mi widok Majki zajadające się owocami, bo był taki okres w rozszerzaniu diety , gdzie smakowały jej tylko warzywka, a zwłaszcza marchewka. Teraz jest co raz większa, uczy się samodzielnego jedzenia,  dotyka, poznaje, smakuje.. i wcina z uśmiechem na buzi :)

Słońce zagląda do okien naszej sypialni od samego rana...to chyba lato ? :) Kalendarzowe jeszcze przed nami, ale z każdym dniem jest już co raz cieplej. Całe dnie spędzamy na świeżym powietrzu i nawet obiad jest smaczniejszy na tarasie, a kawa smakuje bardziej . Korzystamy z Mają z  każdego ciepłego dnia, by móc beztrosko bawić się na trawie, wypoczywać na leżaku i bujać się na huśtawce. Słoneczne, majowe dni zachęcają, aby założyć coś letniego, zwiewnego, pokazać gołe stópki, a na główce wianuszek.

Dziś Majeczka kończy 10 miesięcy, ale ten czas zasuwa..za chwilę będzie roczek :) Czy Wy też świętujecie każdy skończy miesiąc Malucha, aż do pierwszych urodzin? :) Ja tego dnia, co miesiąc zapisuję w "Kronice Mojego Dziecka" którą dostałam jeszcze przed narodzinami Mai, wagę i wzrost oraz postępy jakie robi w swym rozwoju, czyli pierwszy ząbek, siadanie, raczkowanie... Muszę też powklejać zdjęcia, które upamiętniają te cudowne chwile. Dziś założyłyśmy spódnice TUTU i obie świętowałyśmy nasze wspólne 10 miesięcy, bo tata Mai był tak zapracowany, że nawet nie jadł z nami kolacji. Ciekawe czy będzie pamiętał o moich  imieninach :) Nigdy nie przepadałam za zielenią, i w sumie w mojej i Mai szafie brakuje tego koloru, ale ta jasna zieleń na tiulowej spódnicy wygląda delikatnie i świeżo, aż chce się w niej wyjść na wiosenny spacer :)

Niedzielne popołudnie spędziliśmy tym razem na Wisłą. Słońce, woda, ciepły piasek... i od razu zrobiło się tak wakacyjnie, a wręcz pachnie wakacjami... W La Playa można miło i przyjemnie spędzić czas. Znacie to miejsce? My lubimy tam przychodzić. Muzyka, wystrój i cała aranżacja tego miejsca przenosi choćby myślami na tropikalną wysepkę. Maluchy też świetnie się tam czują, z tego co zaobserwowałam :) Leżaki, hamaki, huśtawki, boiska do piłki plażowej, muzyka na żywo i wiele innych atrakcji znajdziecie w La Playa.

Uwielbiam takie chwile, kiedy możemy spędzić je aktywnie na świeżym powietrzu z dala od codzienności, pracy, zabiegania, jedzenia w pośpiechu, niedopicia porannej kawy... Ten jeden dzień w tygodniu jest po prostu dla nas. A gdy pogoda dopisuje, to taką niedzielę jak ta zaliczamy do najlepszych !

Na działce u naszych sąsiadów rosną piękne stokrotki, dlatego postanowiłyśmy zrobić im niezapowiedzianą wizytę, aby uchwycić ich piękno i delikatność w obiektywie aparatu. Rozsiadłyśmy się wygodnie na zielonej trawce i tak powstała spontaniczna, wiosenna sesja :) Chcemy podzielić się z Wami naszym popołudniem, spędzonym na świeżym powietrzu. Maja była zachwycona! Zrywała stokrotki swoimi małymi rączkami, nieporadnie chwytając za łodygi, nawet spróbowała co nie co, jak smakują :) Uwielbiam takie chwile, kiedy bez zastanowienia, zbędnego planowania korzystamy z uroków pięknych i ciepłych wiosennych dni. Ja odpoczywam, a Maja poznaje  świat i uczy się ciągle czegoś nowego.  Ten czas, kiedy jesteśmy tylko dla siebie jest bezcenny. Mogę bezustannie patrzyć na nią, jak radośnie się uśmiecha , rączkami chwyta wszystkie napotkane przed nią przedmioty, reaguje na każdy mój ruch i gest, słucha i rozumie..to najwspanialsze chwile Mamy i Córki.

Wiosenna, słoneczna pogoda zachęca do wyjścia z domu, doładowania się pozytywną energią i spędzenia popołudnia na świeżym powietrzu. W sportowym stylu postanowiłyśmy wybrać się do  w parku, nieopodal naszego domu. Lubię wiosnę, chyba bardziej niż lato, bo wtedy wszystko budzi się po zimie na nowo, rozkwitają pąki drzew, forsycje, magnolie. Jest tak świeżo i lekko, aż nie chce się siedzieć do domu :) Kwietniowa pogoda sprzyja mamom spacerującym z dziećmi i nam oczywiście! Można w końcu wyjść  na dwór bez kurtki, rozłożyć na trawie kocyk, poleniuchować i  korzystać z urlopu macierzyńskiego, który beztrosko trwa :)

Pora na kolejną odsłonę moich poczynań z ręcznie robioną spódniczką TUTU. Mogliście już o niej przeczytać w poście, gdzie zrobiona przeze mnie  TUTU miała swój debiut w sesji z pomponikami i 5-miesięczną Mają, która teraz podrosła, sama już siedzi i TUTU prezentuje się na niej już nieco inaczej :) Szukałam koloru, który w pasowałby się w całą stylizację i postawiłam na fiolet. W tej stylizacji z bielą i czernią połączył się bardzo spójnie. Zastanawiam się też nad zrobieniem czarnej Tutu, dość odważnie jak dla tak małego dziecka? Raczej nie, wystarczą odpowiednie dodatki, a nabierze ona koloru i wyrazu. Do całej stylizacji wybrałam t-shirt #instagirl, zaprojektowany przez Ojtyty specjalnie w mini rozmiarze na moją prośbę- wybrednej Mamuśki ;) do tego spinka MiniBe i niezastąpiona zabawka MrB, która teraz zmieniła swoją funkcję z ogrzewania brzuszka do codziennej zabawy. O Mr B mogliście już przeczytać w Lullalovym niezbędniku, a jeśli przegapiliście, to zapraszam Was  ---> tu.  Jeśli znajduję trochę wolnego czasu między zabawami z Mają, gotowaniem obiadu i ogarnianiem całego domu to rozsiadam się wygodnie na kanapie i tworzę mojej Tutki, każda niby taka sama a zupełnie inna, wystarczy połączyć 2 odcienie tiulu lub kontrastową kokardę i wychodzi kolejna, zupełnie inna ...i oczarowuje mnie swoją delikatnością i prostotą. Jak tu się nie zachwycać taką malutką, tiulową spódniczką dla baletnicy, która dopiero zaczyna raczkować ? :)

Święta Wielkanocne za nami...ale chciałabym pozostać przez chwilę w temacie Zajączka, nie koniecznie wielkanocnego. Dość niedawno trafiłam na sklep internetowy Boginie Przy Maszynie, a prowadzą go dwie Mamy, które pasję do szycia i swoją długoletnią przyjaźń połączyły w jedno i tak powstała mała szyciowa manufaktura, spod której wyłaniają się co raz to nowe projekty. Obie udowadniają, że bycie Mamą nie wiąże się z rezygnacją z życiowych marzeń i celów. Ich praca pokazuje, że można łączyć macierzyństwo z  prowadzeniem domu i w tym wszystkim realizować się zawodowo. Wystarczy w siebie uwierzyć :)