Lifestyle

Wczorajszy wieczór spędziłyśmy z Mają w kuchni na kulinarnych eksperymentach z robotem planetarnym kMix Kenwood. To nasz debiut z ciastem oreo, bo już od dłuższego czasu planowałam je "upiec" . Tak naprawdę nasze ciasto nie wymaga pieczenia i takie szybkie przepisy właśnie lubię ! Pan Google podpowiedział nam co nieco , bo przepisów jest mnóstwo od tortów, bo serniki i desery z ciasteczkami oreo. Mój przepis powstał na podstawie bazowego ze strony I LOVE BAKE trochę intuicyjnie, metodą prób i błędów ;)

Dziś, w ten wigilijny poranek chciałabym życzyć Wam, Drodzy Czytelnicy Świąt w sercu ! Otwórzy się na innych, uśmiechnijmy o jeden raz więcej, podajmy przyjazną dłoń tym, z którymi przez cały rok było nam trudno znaleźć wspólny język, bądźmy blisko, bliżej niż zwykle, a w pośpiechu ostatnich świątecznych porządków zatrzymajmy się na chwilę... Ta chwila niech będzie czasem, w którym pomyślimy o tych, których już z nami nie ma, a mimo to myślimy o nich, wspominamy przy wspólnym stole i mieszkają tam gdzieś głęboko...w naszych sercach. Ja w ten świąteczny czas myślę o mojej babci Zosi, która była zawsze osobą scalającą rodzinę, która pełna wyrozumiałości wybaczała, uczyła tolerancji, akceptacji, wyciągała do wszystkich pomocną dłoń i zapraszała do wigilijnego stołu tych, którzy nie mieli z kim spędzić Świąt. Dzięki niej wiem, co tak naprawdę jest w życiu ważne, a rodzina jest najpiękniejszym prezentem, jaki mogłabym sobie wymarzyć. I to, kim jestem zawdzięczam jej wychowaniu, poświęceniu i otwartemu sercu pełnemu miłości ! Babciu, wiem że czuwasz tam gdzieś wysoko nad nami, a w ten wigilijny wieczór będziesz i w myślach i w sercu...

Kartki świąteczne z własnoręcznie wypisanymi życzeniami cieszą najbardziej. Są jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, personalizowane i skierowane do tych, o których w te nadchodzące Święta chcemy pamiętać. Te właśnie kartki w białej kopercie, z maleńkim opłatkiem i  nierówno przyklejonym znaczkiem nigdy nie zastąpią tych samych, rok w rok wysyłanych niczym z szablonu smsów, mmsów czy e-maili... Słowo pisane ma dla mnie znaczenie szczególne, bo płynie prosto z serca . Mam w szafie takie pudełko wspomnień, w którym trzymam stare zdjęcia, szkolne dyplomy, świadectwa, legitymacje, albumy, a także listy i pocztówki, które trafiały przez lata do mojej skrzynki. Co jakiś czas, może raz w roku czy dwa robiąc porządki przeglądam sobie te moje zbiory . Mam też takie pudełko wspomnień dla Mai w którym są jej pierwsze buciki, opaska ze szpitala, metryczka, zdjęcia i pamiątki Chrztu Świętego. I mam taką cichą nadzieję, że jak dorośnie doceni moje matczyne starania i zachowa na pamiątke te małe, ale jakże ważne dla mnie przedmioty.

Jesienna aura robi nam przez ostatni czas psikusy. Deszczowe dni zdecydowanie przeważają w ciągu całego tygodnia. Gdy tylko przestaje padać, a zza chmur wychodzi słońce wskakujemy w kalosze i biegniemy na dwór ! Maja uwielbia spędzać aktywnie czas na świeżym powietrzu. Po późniejszej popołudniowej drzemce obowiązkowo spacerujemy, a gdy pogoda dopisuje to nawet robimy sobie krótką przejażdżkę rowerową. Idealnym rozwiązaniem jest dla mnie fotelik, dzięki czemu jeździmy razem cichymi uliczkami, podziwiając uroki jesieni. O rowerowych przejażdżkach mogliście przeczytać w ostatnim wpisie TU. Maja korzysta jesienią również ze swojego rowerka biegowego. Entuzjastycznie wsiada i pędzi przed siebie, lecz po kilkunastu minutach chyba już łapki marzną bo rower niosę ja… pod pachą ;)

Halloween jest najhuczniej, tuż po Bożym Narodzeniu, obchodzonym świętem w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Do nas przywędrowało w latach 90. Jego głównym symbolem jest wydrążona i podświetlona dynia z wyszczerbionymi zębami. A dynia im straszniejsza, tym lepiej. A propo strachu... to o to właśnie chodzi ! Ma być strasznie, mrocznie , z dreszczykiem grozy... Dla mnie Halloween ma trochę inny oddźwięk. To dobra okazja do spędzenia czasu w gronie przyjaciół, znajomych i przygotowania niespodzianki dla dzieci.

Dwa latka minęły jak jeden dzień... Kilka dni temu, a dokładnie 28 lipca Maja skończyła dwa lata. A pamiętam jakby to było wczoraj... w upalny, letni poniedziałek zrobiła nam niespodziankę trzy tygodnie wcześniej i wprowadziła do domu pełnię szczęścia, tak bardzo wyczekiwanego szczęścia. Wtedy słowo rodzina nabrało dla mnie szczególnego znaczenia. Nie byliśmy już tylko on i ja, tylko my, nasza trójka! Dziecko to największy skarb, jaki może scalać rodzinę, łączyć dwoje ludzi i na nowo uczyć poznawania siebie. My poznawaliśmy i poznajemy się na nowo w naszych radościach, ale i słabościach, chwilach zwątpienia, w kryzysach i tych pojawiających się "cichych dniach" . To dla niej uczymy się cierpliwości, idziemy na kompromisy, łagodzimy konflikty i szybko zapominamy o nieporozumieniach. I dla niej rezygnujemy z własnych przyjemności, zmieniamy swoje dotychczasowe życie, wyznaczamy nowe cele, w sumie to jeden najważniejszy cel : wychowanie jej na dobrego człowieka. Bo nie sztuką jest urodzić, a wychować . Wychować w domu pełnym miłości i wzajemnego szacunku. W domu, gdzie słowo KOCHAM jest słowem na dzień dobry i na dobranoc. I wiem, widząc moją dwulatkę mówiącą do mnie tuż po przebudzeniu : mamo kocham , że tej miłości jej nie braknie. A gdy tak w ciągu dnia przychodzi do mnie , łapie za szyję mówiąc kocham to serce matczyne rośnie! To cudowne uczucie, nie do opisania ... Tylko dziecko potrafi tak bezgranicznie, bezinteresownie wyrażać swoje emocje i uczucia. W tym momencie ja ma wszystko ! Wszystko, co mogłam dostać od życia. Rodzina, dom pełen miłości i zdrowie - za to właśnie dziękuję każdego dnia.

Dwa tygodnie temu wraz z przyjaciółmi zrobiliśmy sobie krótkie wakacje nad Bałtykiem. To już nasze drugie spotkanie z polskim morzem w tym sezonie. W czerwcu odwiedziliśmy Ustkę, a tym razem zajrzeliśmy do Sopotu. Lubię to miasto, mimo oblężenia tłumów i płatnego wstępu na molo ;) W sezonie letnim koniecznie chociaż raz się tu meldujemy. To taki nasz must have polskich wakacji. Też macie swoje ulubione miasta, które odwiedzacie ?

Mam dla Was kolejny pomysł na prezent z okazji zbliżającego się Dnia Ojca. Lubię powracać do produktów i firm, które pozytywnie mnie zaskakują. I dziś dzielę się z Wami personalizowanymi kartkami dla Taty od Twoja kartka.pl, które zamówiłam w imieniu Mai. To prosty, ale jakże wymowny prezent, który mi samej dostarcza łez wzruszenia. Słowami nie da się opisać wszystkiego…ale można umieścić na takiej właśnie kartce myśli płynące prosto z serca dla serca. Mój Dziadek wszystkie laurki, życzenia, kartki , listy i pocztówki od swoich dzieci i wnuków przechowuje w drewnianym kuferku. I ja również chcę, aby w naszym domu było miejsce, gdzie to co na papierze przetrwa lata, schowane głęboko w szafie i da następnym pokoleniom pamiątkę po tych, z którymi wiąże ich rodzinna więź. Mam nadzieję, że Maja będąc już dorosłym człowiekiem ( w dobie smartfonów, instagramów, snapchatów.. ) otworzy takie pudełko wspomnień i doceni wartość słowa na papierze.

Dziś, tak właśnie dziś przyszła zamówiona przeze mnie w imieniu Mai fotoksiążka na Dzień Taty od PRINTU. Po raz kolejny jestem nią zachwycona! PRINTU drukuje nie tylko emocje, ale także utrwala najpiękniejsze chwile i najważniejsze momenty w naszym życiu. To nie są zwykłe kartki ze zdjęciami, to pamiątka, która trwale zapisze się w pamięci naszej i naszych dzieci, a może...i wnucząt. PRINTU dziękuję, że jesteście !

W długi majowy weekend wybraliśmy się z naszymi przyjaciółmi nad morze. To był spontaniczny, nieplanowany wyjazd i takie lubię najbardziej. Wieczorem spakowana walizka, na szybko sprawdzone wolne oferty w hotelach i pensjonatach i w drogę ! Udało mi się znaleźć wolne pokoje w pensjonacie Przylesie w Ustce i tam też się wybraliśmy. Pogoda spisała się wzorowo, tylko w jedno popołudnie padał majowy deszcz. Nigdy wcześniej nie byliśmy w Ustce i powiem Wam szczerze, że jestem oczarowana tym miasteczkiem. Przepiękne stare miasto, z wąskimi uliczkami które przypominają średniowieczną wioskę rybacką, port z tzw „trzecim molo” , nadmorska promenada i klimatyczne knajpki przyciągały codziennie nasz wzrok. Uliczkami Ustki robiliśmy dziesiątki kilometrów i od razu spalaliśmy wszystkie niezdrowe kalorie, bo jak tu odmówić sobie nad morzem kolejnej porcji lodów czy gofra ? ;)

Chciałabym choć na chwilę zatrzymać czas, który pędzi tak nieubłagalnie ! Cieszyć się bez końca takimi chwilami jak te , nie myśleć o niczym tylko być tu i teraz, trzymać ją mocno za rękę, tulić w ramionach, prowadzić wydeptaną polną ścieżką i stąpać bosymi stopami po trawie… Być blisko.. blisko tak na wyciągniecie ręki. Podążać za jej krokiem, kierować nie tylko tą polną drogą, ale też życiową…

Przyszedł maj, wyszło słońce, czas na piknik ! To nasz pierwszy wiosenny piknik w tym roku. Moja praca jest na tyle elastyczna, że pozwala mi na spędzanie czasu z dzieckiem na świeżym powietrzu w ciągu dnia. Weekendy są nasze wspólne rodzinne, a w tygodniu robimy sobie we dwie takie babskie wypady ;) Dziękuję Asi z Tatarak Foto Studio, że znalazła dla nas czas i złapała w kadry piękne wiosenne słońce.