Dziecko

Zaczynamy weekend z Bubulinką ! Co jakiś czas na blogu pojawiać się będzie wpis przedstawiający nowość z Bubulinkowego sklepu. Zaczynamy od maty do zabaw Elodie Details, nad którą się dość długo zastanawiałam... Szukałam maty, która będzie dekoracją w pokoju Mai, pasującą stylistyką i kolorystyką, bo niestety...mam na tym punkcie lekkiego bzika ;) Zależało mi na tym, aby przydała się też podczas zabaw czy to w domu czy w ogrodzie i którą w łatwy sposób będzie można wyczyścić i wyprać. Ta w aztecki wzór najbardziej przypadła mi do gustu. Po rozpakowaniu paczki cieszyłam się z tego zakupu jak dziecko ! Dlaczego ? Po pierwsze na żywo mata wygląda rewelacyjnie! Po drugie ma w środku grubą warstwę gąbki i idealnie sprawdzi się też dla maluszków. Po trzecie jest duża, bo jej średnica wynosi 120cm i można ją wykorzystać np. na wyjeździe czy na wakacjach z dzieckiem. A po czwarte matę można prać w pralce. Już wyprana, przetestowana, na średnim poziomie wirowania po wyschnięciu wygląda jak nowa. Zdecydowanie warta swojej ceny. W naszym domu sprawdza się rewelacyjnie.

W czerwcu minął rok, odkąd wózek Stokke jest z nami. Wybór padł na model Xplory . To typowo miejski model wózka, zapewniający maksymalny kontakt z dzieckiem. Dzięki kilkustopniowej regulacji siedziska i rączki możemy idealnie dopasować go według własnych potrzeb. Przez ostatni rok pisania bloga, podróżowania, codziennych spacerów i publikowania zdjęć , gdzie wózek grał „pierwsze skrzypce” dostawałam od Was mnóstwo zapytań o ten model wózka. Zdarzyła mi się też jedna bardzo śmieszna sytuacja… Wracając z targów organizowanych tuż przed Świętami Bożego Narodzenia pewien pan ( przyszły tata ) koniecznie chciał odkupić od nas wózek, a najlepiej już tu i teraz ! Zaczepił mnie na parkingu, a mówił, że szedł za mną dobry kawałek drogi… bo tak naprawdę zaciekawił go wózek i chciał wiedzieć, co to za marka/model. Maja wtedy spała, wózek był rozłożony do pozycji leżącej i zastanawiała go tak mała „gondola” . Trochę się wtedy uśmiałam, odsłoniłam kocyk i pokazałam mu, że to już nie niemowlę ( haha ) A pan nieznajomy dalej swoje, że skoro nie małe, to może będę chciała mu sprzedać wózek jak nie teraz to w niedługim czasie i wciskał mi swój numer telefonu. Ja, śmiejąc się nadal, pokierowałam go do strony producenta. Nie planowałam wtedy go sprzedawać i dalej nie planuję . A pan, hmm... z trochę zrezygnowaną miną, zapisał model wózka w telefonie i życzył nam wesołych świąt ;)

Wracając do pytań, które od Was dostaję… Przygotowałam listę tych najczęściej zadawanych.

Przyszedł czas na przygotowanie wyprawki dla przedszkolaka. Wspólnie z tatą Mai podjęliśmy decyzję o zapisaniu naszej dwulatki do Domowego Przedszkola. Sierpień jest dla Mai okresem adaptacyjnym w przedszkolu. Od września pójdzie już jako dumny przedszkolak i dołączy do grup dwulatków. Stres i panika przerosły moje oczekiwania, chyba w tym wszystkim to moja córka jest największym bohaterem. Po prawie trzech tygodniach okresu adaptacyjnego widzę, że to była naprawdę dobra decyzja. Maja dużo więcej mówi, składa pełne zdania, zadaje mnóstwo pytań, słowo : proszę jest w codziennym użytku, z większą chęcią myje ząbki, co od jakiegoś czasu sprawiało jej w domu duże problemy… I drzemkę mamy teraz jak w zegarku. Po powrocie z przedszkola bawi się , zje przekąskę , zazwyczaj owoc lub serek/jogurt ( zupkę je w przedszkolu ) , poopowiada jak jej miną dzień i zasypia dosłownie na pstryknięcie palcem ok 14.00 . Dzięki temu wieczorem już o 20.00 mamy kąpiel, a o 21.00  z minutami śpi. Dzień zaplanowany książkowo, mówię Wam. Jestem pełna entuzjazmu, że tak łatwo Maja zaklimatyzowała się w miejscu, gdzie bez mamy, taty i babci spędza pół dnia. Oby we wrześniu, gdzie ten czas się jej trochę wydłuży, czuła się równie dobrze.

Otulacze towarzyszą nam od urodzenia Mai. Są w codziennym użytku w domu , na spacerze, na wakacjach, w samochodzie, w podróży. To jeden z gadżetów, który naprawdę jest mi bardzo przydatny i sprawdza się wszędzie. Prowadząc bloga miałam i mam możliwość poznania wielu marek z branży dziecięcej, które projektują i szyją tego typu produkty.Przygotowałam moje TOP 6 wśród otulaczy dla niemowląt i dzieci, które znam i całym sercem polecam.

Urodzinowe przyjęcie Mai zorganizowałam w naszym ogrodzie, o którym mogliście już przeczytać TU. Pogoda dopisała nam szczególnie, cały dzień świeciło piękne słońce. Przez weekend nasz dom wypełniali goście. Dziadkowe zrobili Mai niespodziankę i przyjechali już wczesnym rankiem. Uwielbiam, gdy  dom tak tętni radością, gwarem i rozmowami bliskich nam osób. Najchętniej nie wypuściłabym ich spowrotem do domu. Dzieci miały swoje przyjęcie oddzielnie. Przygotowałam dla nich słodko-owocowy poczęstunek , a dodatkową atrakcją były krówki-skoczki Tootiny, które tego dnia miałam za zadanie obfotografować. I tak, podzieliłam przyjemne z pożytecznym. Krówki czekały na dzieci całe przedpołudnie, balony lekko powiewały na wietrze, a mała jubilatka nie mogła doczekać się swoich gości.

Dziś będzie mlecznie, bajecznie … :) Chcę podzielić się z Wami moimi doświadczeniem w dostarczaniu dwuletniemu dziecku codziennej porcji mleka. Maja pije mleko modyfikowane raz  dziennie. Z reguły jest to pora tuż przed snem i mam wrażenie, że to jej częściowy „usypiacz”. Kolację je razem ze mną, jest to np. kanapeczka z serem/wędliną a najlepiej smakuje sam chleb z masłem, sałatka z warzyw sezonowych (brokuł, kalafior, bób), twarożek ze szczypiorkiem, czasami jajecznica ( ja nie przepadam za nią ) , koktajl, musli, płatki na mleku, kakao z biszkoptem lub domowym ciasteczkiem, które sobie moczy w kubeczku, naleśnik, tost z serem itp… Po zjedzonej kolacji Maja ma zawsze jeszcze mnóstwo niespożytkowanej energii, zabawy, chodzenie po schodach w tą i z powrotem, wypatrywanie taty w oknie, ostatnio ulubione lepienie ciastoliną i wiele innych dziecięcych „spraw” do załatwienia.

Przygotowałam dla Was kilka sprawdzonych przepisów na owocowe koktajle dla dzieci. Lato obdarowuje nas samymi dobrociami, na bazarkach i lokalnych targach można kupić teraz świeże maliny, borówki, jagody, a w marketach soczyste arbuzy. U nas No. 1 to zdecydowanie maliny i borówki, które Maja zjada garściami. Codziennie staram się jej urozmaicać owocowe przekąski. Świetnie sprawdzają się i wpasowują w gusta Mai koktajle, soki i smoothies. Owocowe mixy przygotowuję w Babycook’u Beaba. To wielofunkcyjne urządzenie do przygotowywania posiłków dla dzieci. Dzięki niemu w łatwy i szybki sposób mogę zmiksować owoce na koktajl, warzywa wcześniej w nim ugotowane na puree , a także rozmrozić lub podgrzać posiłek. Maja je razem z nami, nie jest w tym temacie wybredna. Dość często zdarzają się w naszej kuchni kulinarne poczynania taty, a z reguły są to potrawy dość ostre lub smażone w tempurze, których nie dajemy Mai. Wtedy na szybko przygotowuję jej np. zupkę krem. Bywa też tak, że obiad jemy późno, dlatego z Babycook’iem mogę w 15-20 minut zrobić obiad dla Mai lub przygotować większą porcję na dwa dni, a później tylko podgrzać. Dbam o to by obiady jadła o stałej porze, tak jak jest z drzemkami wtedy mniej marudzi i ma zachowany tryb dnia, dzięki czemu i ja mogę spokojnie zjeść i wypić popołudniową kawę.

LiLu to nowa, polska marka na rynku dekoracji i tekstyliów dziecięcych. Zdecydowanie ich znakiem rozpoznawczym są mebelki wiklinowe dla dzieci, które wkrótce Wam też pokażę, ale dziś mam dla Was ich letnią nowość – kolekcję bambusową z autorskim wzorem. Iście tropikalne upały, które towarzyszą nam od kilku dni sprawią, że bambusowe tkaniny pokochacie od razu ! I to nie żart, ani tzw. „ chwyt marketingowy”. Bambusowe kocyki, poduszki, otulacze towarzyszą nam już drugie lato. Zawsze polecam Wam te marki, które są mi znane i sama chętnie do nich wracam. Tak też jest właśnie z LiLu. Po raz kolejny wybrałam ich produkty i nie zawiodłam się. Kolekcja zachwyciła mnie już po dotknięciu, tak, tak... po dotknięciu pierwszego produktu.

Mamy przyjemność poznać bliżej nosidełko Ergonomiczne TULA Toddler, które zabieramy ze sobą na wspólne rodzinne weekendy. Ostatnio spakowaliśmy je do walizki jadąc nad morze, a w miniony weekend towarzyszyło nam podczas długich letnich już spacerów w mojej rodzinnej miejscowości. Tu czas płynie zdecydowanie wolniej, powietrze jest tak czyste, a okolica cieszy oko pięknymi krajobrazami. Jest swojsko, sielsko… Można odpocząć, naładować baterie i z nową energią wrócić do codziennych obowiązków. Żałuję, że nie zabrałam ze sobą krokomierza, bo zrobiliśmy dobrych parę kilometrów, a dodatkowym „słodkim ciężarem” była Maja. Po kilkunastu minutach zasnęła w nosidełku, a spało jej się tak smacznie, że tata nie miał nawet zamiaru się ze mną zamieniać ;) Po prawie dwugodzinnym spacerze chyba nie odczuł obciążenia, bo nie narzekał, że boli go tam czy ówdzie w kręgosłupie, a dość często zdarza mu się to gdy niesie ją tak zwyczajnie na ręku lub na ramionach. Dla nas TULA to świetna alternatywa, gdy nie chcemy pchać wszędzie przed sobą wózka. Polne, piaszczyste, leśne dróżki czy też plaża nie ułatwiają zadania chyba żadnej spacerówce, dlatego nosidełko w takich momentach jest dla nas najlepszym rozwiązaniem.

Drugie urodziny Mai zbliżają się wielkimi krokami… Planuję przygotować małe przyjęcie w ogrodzie z kilkoma atrakcjami dla dzieci. Ostatnio kupiłam maszynkę do robienia waty cukrowej. I dziś chcę ją Wam pokazać. Ile ja się naszukałam tej jedynej.. W końcu trafiłam na sklep Gadżeciak i jak sama nazwa wskazuje, gadżetów tam nie brakowało. O taką właśnie maszynkę mi chodziło ! Słodka, dziewczęca, stylem pasująca nie tylko na przyjęcie urodzinowe, ale także Baby Shower, czy Wieczór Panieński. Będzie atrakcją nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych. W tym akurat utwierdził mnie entuzjazm Taty Mai, gdy otworzyłam pudełko. Od razu chciał testować nowy gadżet i w ogóle, miał do mnie tysiąc pytań… gdzie to znalazłaś ?.. i to naprawdę działa ? .. mogę spróbować ? … uwierzcie mi, cieszył się jak dziecko ! ;)

Dziś spełniam na blogu kolejny raz swoje dziecięce marzenia. Mamy stragan ! I to taki „prawdziwy” stragan z owocami, rybami, siatką na zakupy i dzwoneczkiem, dzięki któremu przywołujemy sprzedawcę z zaplecza. Ja cieszę się jak dziecko, bo kto w dzieciństwie nie marzył o takich zabawkach … Od razu przypomina mi się też wiersz Jana Brzechwy „Na straganie „ który czytamy bardzo często , a ja nie wiem już czy z dzieciństwa czy z systematycznego powtarzania znam go na pamięć. 20 lat temu zabawa w sklep to było napełnianie zużytych przez mamę opakowań po produktach spożywczych tj. cukier, mąką, przyprawy, groszek, kukurydza. Wkładaliśmy z siostrą do środka nasze „zamienniki” piasek, patyczki, kamienie, a nawet trociny z warsztatu stolarskiego dziadka. Babcia też zawsze odkładała opakowania na bok, aby później dać nam je do zabawy. I wiecie, nawet mieliśmy prawdziwe pieniądze w sklepie! Tak…prawdziwe. Wyciągnęliśmy je po cichu  z albumu numizmatycznego mamy, która je też w dzieciństwie kolekcjonowała. Banknoty prasowałyśmy żelazkiem, żeby wyglądały jak „nowe” . To były czasy… czasy beztroskiego dzieciństwa bez  komórek, tabletów, internetów… Wspominam ten czas z wielkim uśmiechem na twarzy, a jak moja siostra czyta ten post to na pewno śmieje się razem ze mną !

„Wood'n'Wool to miejsce, które powstało w naszych marzeniach o samorealizacji, twórczym działaniu, a także otaczaniu się pięknem. To nasza wyspa na morzu codziennych obowiązków, gwaru dzieci i zabawek porozrzucanych po domu. W naszą prace wkładamy całe swoje serce i pasję, co sprawia, że jest ona dla nas ogromną przyjemnością… „